Chiny nie chcą już naszych śmieci - Europa zaczyna w nich tonąć

Do niedawna jeszcze Unia mogła wyrzucać swoje góry śmieci w Chinach i nie widzieć problemu, bo "co z oczu, to z serca". Ale Pekin właśnie zakazał importu światowych odpadów i miliony ton makulatury, plastiku i szmat trzeba będzie upchnąć po kątach w Europie, pisze Paola Tamma z POLITICO

  • "Zielony sukces" Europy uzależniony był dotąd od eksportu europejskich śmieci "gdzie indziej" – to się właśnie skończyło
  • Europa utrzymywała się w czystości, wysyłając statkami miliony ton swoich brudów za horyzont – do Chin
  • Chiny przetwarzały naszą makulaturę na tekturę i wysyłały z powrotem do Europy w formie opakowań eksportowanych do nas chińskich towarów
  • Minęło zaledwie osiem tygodni – i już Europa ma poważny problem z górami papierowych i plastikowych śmieci

Europa lubi myśleć o sobie jako ekologicznym liderze, pionierze "gospodarki o obiegu zamkniętym", umiejętnie zarządzającego swoją energią i zasobami, stosującego recykling i ponowne wykorzystanie odpadów.

Prawda niestety jest taka, że ten "zielony sukces" uzależniony jest od eksportu europejskich śmieci "gdzie indziej".

Do początku bieżącego roku nasz kontynent utrzymywał się w czystości, wysyłając miliony ton papieru, kartonu, plastiku i materiałów tekstylnych na pokładach statków towarowych za horyzont – do Chin.

Z 56,4 miliona ton papieru, jakie obywatele Unii wyrzucili do śmieci w 2016 r., około 8 milionów ton trafiło do Chin, na zamówienie centrów recyklingowych, które przetwarzały je na tekturę i… wysyłały z powrotem do Europy w formie opakowań do wysyłanych tam chińskich towarów. W tym samym roku w UE zebrano 8,4 miliona ton odpadków plastikowych – z czego 1,6 miliona także wysłano do Państwa Środka.

Jednak pod koniec ubiegłego roku Pekin zablokował tę praktykę, nakładając ścisłe limity na import śmieci z zagranicy. Od tego czasu minęło zaledwie osiem tygodni – i już Europa ma poważny problem z górami papierowych i plastikowych śmieci.

– Wszystkie sortownie są zatkane, nasze zapasy przekraczają już dozwolone limity – mówi Pascal Gennevieve, dyrektor ds. makulatury w Federec, francuskiej federacji firm zajmujących się recyklingiem. – Tuż po Bożym Narodzeniu, kiedy zawsze śmieci jest najwięcej, mieliśmy góry papieru i nie mogliśmy go wyeksportować. Wszystkie europejskie przetwórnie są pełne, toną w śmieciach.

 

Zakaz wwożenia śmieci

Unia jest do pewnego stopnia ofiarą własnego sukcesu. Przez lata europejscy przywódcy zachwalali pożytki płynące z ograniczania ilości śmieci i ich ponownego wykorzystania. Nie dalej jak w ubiegłym miesiącu Komisja Europejska zaprezentowała wizję przyszłości plastiku, nawołując mieszkańców kontynentu, aby nie traktowali go jako odpadu, ale jako okazję ekonomiczną.

Wygląda na to, że europejskie podejście do kwestii zrównoważonego rozwoju było tak przekonujące, że Pekin postanowił dać mu szansę…

Na Komunistyczną Partię Chin coraz większe naciski wywiera rosnąca w siłę klasa średnia, zmęczona już ubocznymi skutkami całych dekad błyskawicznego wzrostu gospodarczego: miastami, w których powietrze nie nadaje się do oddychania i górami śmieci.

Pekin, wprowadzając w życie ograniczenia importu 24 rodzajów "zagranicznych śmieci", powoływał się na kwestie środowiskowe i zdrowotne. Ograniczenia weszły w życie na początku tego roku, a obejmują między innymi plastikowe odpadki i mieszany, nieposortowany papier.

Chińskie limity dotyczące ilości zanieczyszczeń w papierze i tekturze są ostrzejsze, niż te obowiązujące w Unii – jest to standard niemal niemożliwy do spełnienia. Normy dotyczące plastiku są równie wyśrubowane.

Możliwości recyklingowe chińskich zakładów mają teraz być wykorzystywane do rozwiązywania problemów związanych z rosnącymi nieustannie górami własnych śmieci.

– Chiny mają program ochrony środowiska i program ekonomiczny, dzięki którym mogą stać się światowym liderem recyklingu – mówi Arnaud Brunet, dyrektor generalny Biura Międzynarodowego Recyklingu (Bureau of International Recycling, BIR), organizacji zrzeszającej firmy zajmujące się przetwarzaniem odpadów.

Skutki chińskich ograniczeń już teraz zaczynają przynosić skutki: przemysł przetwarzania odpadów po obu stronach oceanu stara się przystosować do nowej sytuacji. Do listopada Chiny przyjęły już tylko 6,4 miliona ton papieru z Unii – to stosunkowo niewiele w porównaniu z 8 milionami ton w roku 2016. Import odpadów plastikowych także się zmniejszył – o 36 procent, do 1 miliona ton.

– Z trudem dajemy sobie radę – przyznaje Nicole Couder, odpowiedzialna za kontakty z Unią w firmie Suez zajmującej się przetwarzaniem odpadów. – Dochodzimy do punktu, w którym mamy już za dużo odpadów. W najbliższym czasie problem będzie już naprawdę poważny. Zbliża się kryzys. Trudno przecenić wpływ sytuacji w Chinach.

 

Nowe zasady gry

Problem ze śmieciami narasta na całym kontynencie – a Komisja Europejska wykorzystuje go, aby promować swoją wizję czystej gospodarki.

Przygotowana przez Komisje strategia dotycząca tworzyw sztucznych, ogłoszona w styczniu, zakłada, że do roku 2030 wszystkie opakowania plastikowe mają już nadawać się do recyklingu – a przy okazji powstanie 200 tysięcy nowych miejsc pracy. Aby jednak tak się stało, europejskie możliwości sortowania i recyklingu śmieci muszą wzrosnąć czterokrotnie, co może kosztować nawet 16,6 miliarda euro.

– Nasze śmieci głównie eksportujemy – mówił w czasie prezentacji strategii wiceprzewodniczący Komisji Jyrki Katainen. – To nie ma sensu ani w kategoriach ekonomicznych, ani w kategoriach zrównoważonego rozwoju. Wyrzucamy 95 procent wartości opakowań plastikowych, a jedynie 5 procent jest odzyskiwane dla naszej gospodarki.

Komisja rozważa także wprowadzenie podatku od "pierwotnego", nowo produkowanego plastiku, dzięki czemu wykorzystywanie plastiku z recyklingu stałoby się bardziej opłacalne. Niskie ceny ropy naftowej sprawiają, że produkcja nowego plastiku jest obecnie znacznie tańsza niż recykling i powtórne wykorzystywanie już raz użytych tworzyw.

– To by rzeczywiście zmieniło zasady gry – potwierdza Antonio Furfari, dyrektor stowarzyszenia Plastics Recyclers Europe.

Co więcej, kraje Unii uzgodniły w grudniu ubiegłego roku, że zwiększą także cele recyklingowe dotyczące innych materiałów używanych do produkcji opakowań – papieru, tektury, metalu i szkła – do 70 procent w roku 2030.

 

Recykling dwóch prędkości

Wszystkie te kroki dotyczą jednak dość odległej przyszłości. Na razie niektóre kraje Unii radzą sobie z nowymi chińskimi limitami lepiej niż inne.

Kraje takie jak Holandia, które segregują wszystkie swoje śmieci, niemal tych ograniczeń nie odczuwają. – Jakość procesu zbierania odpadów w Holandii jest bardzo wysoka, dlatego bardzo łatwo nam je sprzedawać – mówi Hans van de Nes, dyrektor ds. recyklingu w holenderskiej firmie Sortiva.

W większości krajów zbiera się odpady plastikowe razem z metalami, co pozwala zmniejszyć koszty zbiórki przy zachowaniu względnie wysokiej jakości. Jednak w Wielkiej Brytanii, Irlandii, Grecji, Rumunii i na Malcie do tych samych pojemników zbiera się metal, plastik, szkło, tekturę i papier. Tak powstają odpady niskiej jakości, które sprzedać jest znacznie trudniej.

Irlandia – największy per capita producent odpadów plastikowych w Europie – była wręcz uzależniona od eksportu do Chin, gdzie trafiało 95 procent tych odpadów, a teraz, jak można dowiedzieć się z lokalnych raportów, musi radzić sobie z poważnym kryzysem.

Wielka Brytania jest jednym z największych w Unii eksporterów odpadów, których nie jest w stanie poddawać recyklingowi na miejscu. – Mamy więcej towaru niż zwykle – przyznaje Simon Ellin z brytyjskiego stowarzyszenia firm zajmujących się recyklingiem. – Sądzę, że przyczynia się do tego Chińskie ograniczenie importu. Czy to już poważny kryzys? Na to pytanie nie umiem na razie odpowiedzieć.

Brytyjskie firmy recyklingowe mają nadzieję, że zalew odpadów spowodowany chińskimi ograniczeniami, w połączeniu z niemożnością wysyłania śmieci do Unii po brexicie, zachęci rząd do zmiany podejścia do gospodarki odpadami (nowa strategia dotycząca zasobów i odpadów ma być ogłoszona jeszcze w tym roku). – Jeśli teraz jest trudniej po to, żeby potem, w dłuższej perspektywie było lepiej, to wszyscy to popieramy – komentuje Ellin.

Na razie jednak Wielka Brytania wciąż wysyła swoje śmieci za granicę.

 

Nowe kierunki

Ponieważ narzucone przez Pekin ograniczenia są dla wielu krajów uciążliwe, niektóre z nich – nie tylko kraje Unii, ale także USA czy Australia – szukają innych miejsc w Azji, gdzie mogłyby wysyłać swoje śmieci.

Aktualne dane z Biura Międzynarodowego Recyklingu, do których dotarli dziennikarze POLITICO, wskazują, że pomiędzy ostatnim kwartałem 2016 r. a tym samym okresem 2017 r. dwukrotnie zwiększył się import odpadów plastikowych do Malezji – do 180 tysięcy ton. Wietnam, Tajlandia, Indonezja czy Indie także chętnie przyjmują śmieci. Nie ma na razie danych na temat skali eksportu w pierwszym miesiącu bieżącego roku.

W reakcji na tę sytuację niektóre kraje azjatyckie także chcą ograniczyć import odpadów.

W ubiegłym miesiącu Wietnam przestał wydawać pozwolenia importowe. Władze Malezji uchwaliły prawo, zgodnie z którym importerzy odpadów muszą uzyskać zgody środowiskowe, choć na razie przepisy te nie są skrupulatnie egzekwowane. – W gruncie rzeczy nie wiemy, co do nas przyjeżdża – przyznaje Mageswari Sangaralingam ze stowarzyszenia konsumentów malezyjskiego stanu Penang. – Problemem jest egzekwowanie prawa.

Jednak kraje azjatyckie przyjmują tylko pół miliona ton plastikowych odpadów – to mniej niż jedna trzecia tego, co wcześniej kraje Unii Europejskiej wysyłały do Chin.

Tymczasem na Starym Kontynencie zalew odpadów spowodował gwałtowny spadek ich cen – ekolodzy i przedstawiciele przemysłu recyklingowego martwią się, że z tego powodu większa ilość śmieci trafi do spalarni, na potrzeby produkcji energii.

– Chcemy zbierać tylko tyle plastiku, ile jesteśmy w stanie sprzedać – komentuje Pascal Gennevieve, dyrektor ds. recyklingu w firmie Veolia. – Reszta trafi do spalarni. To produkcja energii, ale nie produkuje się w ten sposób nowych materiałów.

Spalarnie buduje się zwykle po to, aby spalać w nich zmieszane odpady komunalne. Zbyt duża ilość plastiku – który w czasie spalania wytwarza więcej ciepła – ma szkodliwy wpływ na urządzenia, co oznacza, że dla spalarni nadmiar takich odpadów także jest problemem.

Dlatego też niektóre kraje stawiają na tańszą alternatywę: wysypiska.

Zmieniona dyrektywa dotycząca składowania odpadów, uzgodniona w grudniu przez unijne instytucje, zakłada ograniczenie ilości śmieci trafiających na wysypiska do 10 procent wszystkich odpadów komunalnych do roku 2035 – ale kraje, w których wysypisk jest dużo, mają dodatkowe pięć lat na dostosowanie się do tych wymagań. W 2014 r., według Eurostatu, krajami, w których na wysypiska trafiała ponad połowa śmieci, były Bułgaria, Estonia, Grecja Cypr, Malta, Rumunia i Słowacja.

Śmieci z Unii nadal mogą trafiać na wschód – ale nie do wschodniej Azji, a do Europy Wschodniej.

Bułgaria, gdzie w 2014 r. 82 procent odpadów trafiało na wysypiska, pobiera bardzo niskie podatki od śmieci.

– Mogą stać się wysypiskiem Europy – komentuje Ella Stengler, dyrektor federacji zrzeszającej zakłady produkujące energię z odpadów. – Śmieci zawsze znajdą najtańszy sposób…

Autor: 
-------------
Źródło: 

Onet

Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.