Facebook - wszystko i nic, ważnego

Dzień dobry! Co u Ciebie? Nic nowego? Pewnie dlatego, że nie byłeś jeszcze dziś na fejsie! Tak, tak, każdy Twój dzień zaczyna się od kubka kawy i sprawdzenia fejsa, bo przecież może już są zdjęcia z wczorajszej imprezy, choć wiesz, że lepiej dla Ciebie gdyby się nie pojawiły.

A wyobrażasz sobie, że kiedyś nie było Facebook’a? Dawno, dawno temu, a może nie tak wcale dawno, ludzie żyli bez Internetu, a co dopiero takiego wynalazku jakim jest ten portal. Rozmawiali, umawiali się, chodzili na randki, choć zaczepić kogoś można było jedynie w realnym świecie. W dzisiejszych czasach jak nie masz konta na Facebook’u - nie istniejesz.

Na początku musze się jasno określić, nie jestem przeciwniczką owego portalu, posiadam tam konto, choć nie służy mi ono do tego do czego z nazwy jest przeznaczone. Twarzo-książka nie jest dla mnie, nie wstawiam tam swoich zdjęć, nie publikuje statusów, służy mi to wyłącznie do kontaktu ze znajomymi. Inspiracją do napisania tego tekstu jest moja własna facebook’owa tablica.

Włączam stronę facebook.com, loguję się i moim oczom ukazuje się biało-granatowa strona i pyta mnie: o czym teraz myślisz? A ja myślę: a kogo to obchodzi? Przewijam dalej i widzę, że mój znajomy inaczej odpowiedział na to pytanie. Cytuję: „Lejdiss# #chillout#szampansidleje#grecka#mniamiii”.Normalny człowiek pewnie nie zrozumiałby o co chodzi, ale od czego mamy opcje dodaj zdjęcie. I jest, talerz z sałatką grecką i do tego trzy kieliszki, po hasztagach (to te kratki przy wyrazach) sądzę, że są wypełniona szampanem. Tak oto dowiedziałam się, że moja znajoma z gimnazjum świetnie się bawi, choć nie obchodzi mnie zbytnio co ona robi. Przewijam w dół i znowu moim oczom ukazuje się zdjęcie, tym razem to moja koleżanka z roku, dodała nowe selfie (zdjęcie robione własną ręką - trudna sztuka), jakoś jej nie poznaje, może dlatego, że na uczelnie przychodzi niepomalowana, w związanych włosach i zazwyczaj w dresie. Jest to jeden z wielu przypadków, który potwierdza moją tezę, że na Facebook’u kreujesz siebie takimi jakim chciałbyś być, choć w rzeczywistości nie jesteś. Skrajny przypadek ukazuje moja znajoma mająca album pełen swoich zdjęć, które ja nazywam bezsensownymi: zdjęcia swoich nóg, psa, kota, widoków z okna, śniadania, zdjęcia przed lustrem w bieliźnie… ciekawe czy aby zyskać więcej lajków wstawi także zdjęcie bez bielizny? A ja widząc to mam tylko jedną myśl w głowie: po co? O ile zrozumiałe dla mnie jest, że ktoś był na Majorce lub wstawia zdjęcie z kimś znanym i chce się po prostu tym pochwalić- chyba temu to służy- to nie wiem czy zjedzenie śniadania jest powodem do chwalenia się? Według niektórych tak. Jedna z moich koleżanek, to typ fejsbukowicza ekstremalnego, potrafi dodać zdjęcie, po czym skasować je po 30 minutach, bo w tym czasie nie uzyskała satysfakcjonującej ją liczby polubień. Oczywiście Facebook przypomina nam, że ktoś ma urodziny, imieniny, bądź robi imprezę, czasami nie musimy nawet na nią iść, żeby ‘wziąć udział’. Ważne, żeby wszyscy widzieli, że nie prowadzisz nudnego życia i nie siedzisz godzinami na fejsie. Absurdalne, prawda?

W Internecie nic nie ginie, fakt, że dziś wstawiłeś zdjęcie na Facebook’a nie znaczy, że jutro nie znajdzie się ono na innym portalu. Czy w dzisiejszych czasach popularność mierzona jest lajkami? Widocznie tak, ale nie wszyscy chcą być popularni, choć raczej wszyscy chcą być lubiani, a „polajkować” można przecież wszystko. Im więcej polubień, tym więcej znajomych, im więcej znajomych tym bogatsze życie towarzyskie. Czy aby na pewno? Moim zdaniem od zdjęć naszych posiłków, nóg, czy innych części ciała nie przybędzie nam realnych znajomych, więc raczej nie warto publikować ich całemu światu. Oczywiście jest to tylko moja opinia, jeśli ktoś to lubi, niech robi, w końcu każdy ma jakieś hobby, dla niektórych jest to właśnie Facebook.

Angelika Siczek

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.