Do you speak...?

Choć w mowie potocznej, wpisach na blogach, a w także piosenkach - nawet tych śpiewanych przez polskich wykonawców - aż roi się od zapożyczeń z języka angielskiego, tak naprawdę mało kto mówi płynnie w przynajmniej jednym języku obcym. Żeby zdać maturę - jak powszechnie wiadomo - wystarczy opisać obrazek i napisać list, którego formę da się nauczyć na pamięć w ciągu trzech lat ogólniaka. Poziom rozszerzony jest już skierowany do nieco bardziej ambitnych osób. Wciąż jednak uzyskanie oceny bardzo dobrej nie stanowi potwierdzenia znajomości języka w takim stopniu, w jakim jest to wymagane np. przy ubieganiu się o pracę. Studenci politologii, socjologii i kierunków pokrewnych dumnie mówią, że nie znają niemieckiego, bo jest to „język piekielny”. Jeśli chodzi o angielski, większość społeczeństwa nie rozróżnia czasów przeszłych. Nie mówiąc już o skonstruowaniu spontanicznej wypowiedzi. Znajomość francuskiego wymiera, rosyjski niemodny, hiszpański - parę słów dla szpanu. Wstyd i hańba.

 

            Większość osób „niebędących poliglotami” po prostu nie chce się uczyć. Osoby te są w pełni usatysfakcjonowane znajomością takich słów, jak: „shopping”, „bye” czy modnego ostatnio, zapewne za sprawą gier komputerowych, wyrażenia „fail”. Bywa, że ludzie nie wiedzą, jak mają się uczyć. Istnieje przecież mnóstwo sposobów, technik opanowania języka, a szkoły językowe prześcigają się w „nowoczesnych metodach” nauczania. Jeśli mamy motywację, to go on, wybierzmy tę najlepszą dla siebie.

            Metoda tradycyjna

            Zawsze i wszędzie popularna. Efektywna, choć nieco mozolna, praktykowana przez większość nauczycieli w Polsce. Ucząc się każdego języka, należy opanować 4 umiejętności: pisanie, czytanie, mówienie i słuchanie. Metoda tradycyjna polega na w miarę równoległym rozwoju wszystkich tych sprawności. Uczymy się mówić i pisać poprawnie. Sprawdzona przez miliony ludzi na świecie, osobom systematycznym daje trwałe rezultaty. Są też jednak minusy. Godziny spędzane nad ćwiczeniami z gramatyki mogą wydać się męczące osobom pełnym energii. Ponadto często mówi się, że zbyt mały nacisk kładziony jest na komunikację. Wyjeżdżając do kraju obcojęzycznego, możemy być zdziwieni i nieco rozczarowani, że nie mówimy tak, jak tubylcy. Ćwiczenia i wytrwałość mogą jednak zdziałać cuda. W chwili obecnej kursy tą metodą prowadzone są niemal we wszystkich szkołach językowych, między innymi w „British School” czy „British Centre”.

Metoda Callana

            Metoda bardziej „niekonwencjonalna”, ale dająca szybkie rezultaty. Polega głównie na słuchaniu i wypowiadaniu się. Prowadzący zajęcia mówi wiele słów coraz szybciej ( w zależności od stopnia zaawansowania słuchaczy ), a uczestnicy kursu przyswajają język mniej więcej tak, jakby uczyli się „drugiego języka ojczystego”. Skupiają się na komunikacji oraz na szybkim wyrobieniu płynności w mówieniu. Jednak ta metoda również wydaje się nie być idealna. Koncentrując się na mówieniu, wiele osób ma trudności z nauczeniem się poprawnego pisania, a nawet wymowy. Nacisk kładzie się bowiem przede wszystkim na płynność. Mimo to szkoły oferujące naukę tą metodą, jak np. „English BestWay”, dają gwarancję na zdanie silnie „ugramatycznionego” First Certificate in English. To z pewnością ciekawa propozycja dla tych, którzy posiadają pewne ambicje i pragną dołączyć do CV międzynarodowy dokument potwierdzający znajomość języka obcego.

Metoda Helen Doron

            Choć metoda ta adresowana jest niemal wyłącznie do dzieci, myślę, że warto poświęcić jej uwagę. Mali słuchacze uczą się nie tylko nazywać przedmioty i kolory w języku obcym, ale również przez cały czas słuchają lektora, który mówi np. po angielsku. W ten sposób wyrabiają sobie akcent i poprawność w zakresie języka. Ponadto w grupach dziecięcych organizowane są obcojęzyczne gry i zabawy, dzięki którym szkraby szybciej przyswajają wiedzę. Tego typu sposób nauczania nie jest męczący czy zniechęcający do dalszej nauki. Stanowi raczej formę nagrody, niż kary - w przeciwieństwie do czterdziestopięciominutowego siedzenia w szkolnej ławie. Lektorzy są przeważnie dobrze wykształceni, również w kierunku pedagogicznym, oraz starannie dobierani. Poza zbliżoną do natives wymową muszą wykazywać tzw. „podejście” do maluchów. Metoda wykorzystywana w lepszych szkołach oferujących naukę dla dzieci.

Kursy przygotowujące do certyfikatów

            Jako, że znajomość języka warto potwierdzić dokumentem, wiele szkół proponuje kursy przygotowujące do egzaminów na certyfikaty na danych poziomach. W niemal każdej szkole znajdziemy kursy przygotowujące do FCE, CAE czy CPE, często również do certyfikatów z biznesowej odmiany angielskiego. Trudniej natomiast ze znalezieniem dobrego kursu, który może zapewnić nam uzyskanie podobnego zaświadczenia chociażby z języka włoskiego. W większych miastach nie jest to, oczywiście, niemożliwe. Kursy takie nastawione są głównie na ćwiczenie typów zadań, które pojawiają się na arkuszach egzaminacyjnych. Trwają przeważnie około jednego roku, w zależności od umiejętności kandydata i poziomu certyfikatu, jaki zamierza zdobyć. Mamy jasno określony cel, wymierny rezultat, do którego wytrwale zmierzamy.

Praca własna

            Coraz więcej wydawnictw oferuje różnego rodzaju książki oraz płyty, które mają umożliwić samodzielne opanowanie języka. Bądźmy szczerzy - nie umożliwią. Nauczymy się w ten sposób słownictwa czy podstaw gramatyki. Lecz, jeśli chodzi o pisanie, mówienie etc., nic nie zastąpi pracy z nauczycielem. Niemniej jednak tego rodzaju „kursy” mogą stanowić skuteczną formę uzupełnienia wybranego przez nas sposobu utrwalania wiedzy. Warto też oglądać filmy w języku, który zamierzamy przyswoić. Jest wiele metod, między innymi: lektura czasopism i książek, praca ze słownikiem, a nawet słuchanie muzyki, ze zrozumieniem rzecz jasna.

           

            Nie istnieje metoda idealna. Wybierając kurs, należy wziąć pod uwagę kilka czynników, w tym: jakimi środkami finansowymi dysponujemy, ilość czasu, który możemy poświęcić na naukę, a także inne aspekty, takie jak np. temperament. Jest to ważna decyzja, dlatego warto przed jej podjęciem zgłosić się do poradni psychologicznej. W ten sposób najlepiej ocenimy, jak powinniśmy się uczyć.

Angelika Szelągowska

          

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.