Rośnie liczba niewypłacalności w branży budowlanej

Otwarcie nowego sezonu budowlanego nie niesie najlepszych wieści o kondycji przedsiębiorstw z branży. Liczba upadłości w marcu była największa od dekady. 

W odróżnieniu od wielu poprzednich miesięcy z tendencją spadkową, w końcówce I kwartału znowu ponownie niewypłacalne były firmywyspecjalizowane, a nie tylko ogólnobudowlane, i to wyspecjalizowane m.in. w drogownictwie i inwestycjach towarzyszących - wyliczają eksperci Eurel Hermes (ubezpieczenia należności handlowych). Liczba niewypłacalności w I kwartale wzrosła r/r w centrum kraju - w największym stopniu w trzech województwach: mazowieckim, wielkopolskim, kujawsko-pomorskim i lubelskim.

- Problemy budownictwato na pierwszy rzut oka kwestia wyższych kosztów pracy i materiałów budowlanych, ale wzrost ten jest poniekąd normalny, bowiem w gospodarce rynkowej kumulacja zamówień oznacza zwykle wzrost ich cen. Dlaczego wykonawcy 2-3 lata temu, w momencie składania ofert i zawierania kontraktów nie przewidzieli skali podwyżek? A może przewidzieli, a nawet właściwie oszacowali ich skalę, ale chcieli w pierwszej kolejności zdobyć kontrakty, licząc potem na jeśli nie partnerskie podejście zamawiających w dzieleniu się kosztami, to chociaż na pewne zrozumienie i efekt szumnie zapowiadanych rozwiązań temu służących. Jednak nadal prawdziwą przyczyną problemów firm budowlanych jest brak możliwości podzielenia się z inwestorem, szczególnie w krótkim czasie tymi rosnącymi kosztami, w większej części niż ma to miejsce obecnie. A może nawet przede wszystkim zdecydowanie szybciej, niż przebiega to obecnie. Ponownie kwestią otwartą jest: czy to efekt małej elastyczności zawieranych umów i dopuszczalnych prawem rozwiązań ich renegocjacji, czy raczej stosowania tych rozwiązań przez osoby/instytucje o tym decydujące - pyta Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes odpowiadający za ocenę ryzyka.

W przypadku firm produkcyjnych mieliśmy w marcu 19 niewypłacalności (w całym kwartale 66). Wciąż wśród firm z problemami najliczniejsze przypadki stanowiły firmy zaopatrujące budownictwo. Ponadto sektor produkcji rolno-spożywczej (np. w marcu - 5 firm) oraz firmy produkujące i serwisujące maszyny, konstrukcje etc. - czyli obsługujące inwestycje innych przedsiębiorstw (w samym marcu - 7 firm).

Problemyfirm produkcyjnych to nie tylko efekt bezpośredniej koniunktury rynkowej (budownictwo: nie brak popytu, ale kłopoty z płynnością finansową wielu zamawiających). W produkcji widoczny jest efekt w gruncie rzeczy trwającej od dawna niechęci prywatnych firm do inwestowania, przez co wiele z tych firm nawet w latach sprzyjającej temu koniunktury nie inwestowało w technologie, urządzenia, skalę produkcji opierając się głownie na konkurencyjnym koszcie pracy. Cała grupa firm uzależniła się, stała się zakładnikami niskiego kosztu pracy jako efekt zbyt niskiej automatyzacji produkcji. Awersja do ryzyka - inwestycji związana ze zmianami otoczenia legislacyjnego jak i podatkowego nie jest więc jedyną przyczyną, a raczej katalizatorem dłuższego procesu. Wymownym przykładem posuchy w inwestycjach są pojawiające się od wielu miesięcy niewypłacalności firm specjalizujących się w nich, dostarczających i serwisujących maszyny na potrzeby inwestycji przemysłowych - dowodzą eksperci Euler Hermes.

Inną kategorię w gronie niewypłacalności związanych z inwestycjami mogą stanowić ci, którzy jednak zainwestowali, ale w nietrafione rozwiązania. Rynek się w międzyczasie zmienił i marże przestały być wystarczające do zwrotu poniesionych kosztów, jak na rynku poszukiwania ropy i gazu czy energii odnawialnej, gdzie reguły funkcjonowania rynku zostały arbitralnie zmienione na niekorzyść inwestorów

Autor: 
JS
Źródło: 

Interia

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.