Węgry i Polska bękartami Unii Europejskiej

W środę 12 września Parlament Europejski zdecydował o uruchomieniu wobec Węgier artykułu 7 Traktatów Unii Europejskiej. Powodem tej decyzji jest wyraźne ryzyko dopuszczenia się złamania praworządności w danym kraju. Konsekwencją jego uruchomienia może być zawieszenie Państwa Członkowskiego w prawach członka Unii Europejskiej oraz odebranie mu możliwości głosowania w Radzie Europejskiej. Za decyzją opowiedziało się 448 eurodeputowanych, 197 było przeciw, a od głosu wstrzymało się 48.

Łamanie konstytucji, kontrowersyjne ustawy w sprawach uchodźców, wreszcie bliskie stosunki z antyeruopejskim Putinem czy dyktatorem Erdoganem. Wszystko to przyczyniło się do pogorszenia sytuacji Węgier wśród państw Unii. Wreszcie PE musiał podjąć konkretne kroki, by zatrzymać dyktaturę premiera Węgier – Viktora Orbana.
W raporcie na rzecz uruchomienia art 7 ujęto m. in. takie zarzuty, jak: ograniczenie niezależności mediów, sądów i uczelni wyższych, korupcję i nadużycia przy wydawaniu środków unijnych oraz łamanie praw mniejszości wyznaniowych i etnicznych

 

Pan nie jest Węgrami, pan jest jedynie przywódcą politycznym. Naród to coś innego, dużo więcej niż pan”

Orban pełni już czwartą kadencję rządów w swoim kraju. Mimo systematycznego bojkotowania jego decyzji przez społeczeństwo, nie udaje się go odsunąć od władzy. Jednak główne zarzuty ze strony Unii Europejskiej dotyczą kwestii migracyjnych. Na Węgrzech bowiem wprowadzono m. in. kary więzienia za pomoc uchodźcom czy zakaz powstawania pozarządowych organizacji mających na celu wsparcie nielegalnych imigrantów. Orban również silnie sprzeciwia się decyzjom Europy, co do obowiązku pomocy uchodźcom. W związku z tym utworzył na granicy z Chorwacją tymczasowy płot, który miał zapobiec zamieszkom i niekontrolowanemu przepływowi ludności.

Jeszcze dzień przed uruchomieniem art. 7, premier Węgier próbował usprawiedliwiać działania swojego kraju. „Z całym szacunkiem, ale także z całą stanowczością muszę odrzucić ten szantaż, że musimy wspierać migrację i migrantów wbrew opinii naszego narodu. Niezależnie od tego, jaka będzie państwa decyzja, Węgry nie poddadzą się szantażowi” – mówił.

Pierwszym państwem, które „ukarane” zostało artykułem 7, była Polska. Jednak kroki wobec niej podjął nie Parlament, a Komisja Europejska. Związane to było z zarzutami o możliwość naruszenia sędziowskiej niezawisłości w wyniku przyjęcia ustaw o Sądzie Najwyższym w roku 2017.

 

Polsko-węgierska przyjaźń

Fakt uruchomienia art. 7 wobec tych akurat państw nie wydaje się być przypadkowy. Od momentu, kiedy władzę w Polsce przejęła prawicowa partia PiS, stosunki naszego kraju z Węgrami niesamowicie się ociepliły. Najwyżsi politycy obydwu państw odwiedzali siebie nawzajem, wspierali i wspólnie dyskutowali na temat Unii Europejskiej. Dodatkowym spoiwem była i jest Grupa Wyszehradzka skupiająca Polskę, Węgry, Czechy oraz Słowację. Samo stowarzyszenie przede wszystkim miało na celu pogłębienie współpracy przy integracji z innymi państwami Unii Europejskiej i NATO. Stało się także polem do wspólnej gospodarki i wzajemnego wspierania się w decyzjach międzynarodowych. Jednak przede wszystkim, pozwoliło na rozwijanie wspólnej ideologii Polski i Węgier.

„Wniosek o uruchomienie art. 7 traktatu przeciw Węgrom to działanie wprost zmierzające do dzielenia Unii Europejskiej i pogłębiania jej kryzysu” – napisał na Twitterze marszałek Sejmu Marek Kuchciński. Z podobnego założenia wychodzą inni członkowie partii rządzącej. Europosłowie PiS w większości byli przeciw uruchomienia powyższej procedury.

Rząd zapomina jednak o tym, ile Unia Europejska dla nas znaczy i w jakim stopniu przyczyniła się do rozwoju Polski. Dziś Prezydent nazywa ją „wyimaginowaną wspólnotą”. Ciekawe czy tak samo „wyimaginowane” są drogi powstałe z funduszy europejskich, szkoły, muzea, stadiony i mnóstwo innych. Polska, podobnie jak Węgry, krytykuje Unię za jej nadmierną ingerencję w sprawy wewnętrzne Państw Członkowskich. Kiedy jednak próbowaliśmy wylicytować jak najwyższy budżet na politykę spójności i wspólną politykę rolną, nie przeszkadzała politykom PiSu wysoka kwota. Chcieli nawet większej. Jeśli teraz nie zawrócimy się z obecnej drogi w przepaść, cała ta suma zostanie nam odebrana. A nawet skończymy na minusie, bo składki wciąż trzeba będzie płacić.

Autor: 
Karolina Jabłońska

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.