Ministerstwo grozi młodym lekarzom. Kolejny kozioł ofiarny dobrej zmiany

Rząd Prawa i Sprawiedliwości w swoich decyzjach społeczno-gospodarczych udowodnił nie raz, że stawia doraźną potrzebę ponad długoterminową rację stanu naszego kraju. Nie inaczej jest w przypadku kryzysu braku kadr w polskich szpitalach. Rząd postanowił bowiem uczynić ze studentów medycyny kozła ofiarnego swojej nieudolności. Ciężko inaczej ocenić pomysł rozważany w Ministerstwie Rozwoju i Finansów, aby absolwenci kierunku lekarskiego musieli swoje studia odpracować w kraju.

Propozycja ta na pewno trafi w gusta wielu wyborców, którzy nie znają realiów pracy w polskiej ochronie zdrowia. Winni wszystkiemu będą chciwi młodzi lekarze, a nie chory system zbudowany przez polityków, a który do opuszczenia kraju niestety czasem wręcz zmusza. W powyższy sposób przy poklasku tłumów można zrzucić z siebie ciężar odpowiedzialności.

Jaka jest jednak prawda o problemie, który ze złamaniem konstytucyjnych praw młodych ludzi, próbuje prowizorycznie załatać rząd?

W Polsce brakuje lekarzy, jednak przyczyna tego stanu rzeczy jest o wiele bardziej skomplikowana niż zwykłe różnice między wynagrodzeniami w Polsce a zachodem Europy. Ministerstwo Zdrowia stworzyło bowiem potężną machinę biurokratycznych barier utrudniającą wejście kogokolwiek do zawodu lekarza, co stawia wielu zdolnych na przegranej pozycji. Powodów jest kilka:

 

Wynagrodzenia

Absolwent kierunku lekarskiego przez pierwszy rok po studiach zarabiał do tej pory, po odliczeniu składek na samorząd zawodowy, 1997 zł, czyli 3 zł poniżej płacy minimalnej. Pensja lekarza rezydenta, czyli pełnoprawnego lekarza szkolącego się do uzyskania tytułu specjalisty wynosiła natomiast zaledwie 2275 zł netto przez pierwszych kilka lat specjalizacji, a na końcu szkolenia 2500 zł. Nowa ustawa regulująca wynagrodzenia w systemie ochrony zdrowia założyła podwyżki, których realna wysokość od 1 lipca wzrosła o zaledwie od 20 do 90 zł brutto. Ministerstwo kusi zapisaną w ustawie o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia w ochronie zdrowia obietnicą podwyżek, jednak dopiero w dalekim marginesie 2021 roku. Problemem inicjatyw rządu są także założone kwoty, które przy inflacji i wzroście średniej krajowej nie rozwiążą problemu nawet kiedy dotrwamy do 2021 roku.
Co ciekawe, to właśnie te przyjęte przez rząd z pominięciem propozycji strony społecznej warunki wynagrodzeń miały być tym, co odmieni sytuację kadrową w systemie. Jednak pomysł obowiązku odpracowania studiów pokazuje, że rządzący sami nie wierzą w skuteczność swoich rozwiązań, w czym akurat się nie mylą. Wystawia to jednak bardzo niskie świadectwo stosunku polityków do społeczeństwa, które się nieustannie oszukuje.

 

Dostępność miejsc specjalizacyjnych

Wielu absolwentów kierunku lekarskiego musi się zmierzyć z trudnym wyborem, że państwo polskie nie jest zainteresowane zatrudnieniem ich w polskich szpitalach. Dzieje się tak, ponieważ w praktyce ilość otwieranych miejsc specjalizacyjnych jest mniejsza niż liczba absolwentów kierunku lekarskiego. Rok 2015 przyniósł zmiany, ponieważ rząd radykalnie zwiększył liczbę otwieranych miejsc, jednak Prawo i Sprawiedliwość dokonało odwrotu tak, “żeby było tak jak było”. W roku 2017 zgodnie z planem rządu liczba otwieranych miejsc specjalizacyjnych spadnie bowiem o ponad dwa tysiące z 6529 do 4136, czyli o ponad jedną trzecią. Wielu ambitnych absolwentów, nie chcąc zadowalać się garstką względnie łatwo dostępnych możliwości, jest zmuszanych często starać się kilka lat, aby uzyskać miejsce na wymarzonej specjalizacji. Ciężko o inne rezultaty, kiedy nawet w tak deficytowych specjalizacji jak choćby endokrynologia nie otwiera się nowych miejsc specjalizacyjnych, a ich liczba oscyluje najczęściej wokół 1 a czasem 0 miejsc w zależności od naboru w danym województwie. Są nawet specjalizacje, które nie są otwierane rokrocznie. Co gorsza absolwent musi wybrać tylko jedną dziedzinę aplikacji o specjalizację, co oznacza w gruncie rzeczy loterię. Zagrasz ambitniej, a możesz stracić rok w plecy. Trudno się dziwić, że wielu młodych nie chce tracić czasu i nerwów i wybiera emigrację.

 

Warunki prowadzenia specjalizacji

Niestety dostanie się na wymarzoną specjalizację to nie koniec problemów. Kolejną jest system szkoleń, w którym lekarz ze swojej kieszeni pokrywa koszty licznych weekendowych szkoleń i konferencji. W polskich szpitalach podejście do młodych uczących się lekarzy jest różnorodne, ale istnieje wiele miejsc, gdzie utrudnia się osobom spoza środowiska realne nabycie kompetencji.

Jeśli spojrzymy na sprawę całościowo, to widać jak na dłoni, że młodych lekarzy obwinia się o zaniedbania, za które odpowiedzialność ponoszą kolejne kierownictwa Ministerstwa Zdrowia. Propozycje odpracowywania studiów tylko i wyłącznie dla lekarzy są wyrazem braku szacunku do całej grupy zawodowej, ponieważ łamie się jawnie zasadę równości obywateli wobec prawa. Ciężko zrozumieć taki atak na jedną z najbardziej zapracowanych grup pracowników w kraju.

Jak widać politycy szukają poklasku i prostego wytłumaczenia na sprawy, z którymi nie chcą tak naprawdę nic zrobić. Lekarze mogą stać się niedługo po sędziach kolejną ofiarą dobrej zmiany. Kto wie, może już w przyszłym roku będziemy czytać na bilbordach nie o sędziach, ale że to jakiś lekarz “ukradł spodnie”. Obyśmy nie zeszli na tak niski poziom debaty publicznej w ochronie zdrowia, ponieważ nawet tak twarde restrykcje nie zatrzymają emigracji młodych bez reformy szkodliwego systemu, a to będzie miało także dla nas wszystkich – pacjentów, tragiczne konsekwencje.

Autor: 
Piotr Lipiński
Źródło: 

crowdmedia.pl

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.