Sędzia Waldemar Żurek: Kłamstwa za pieniądze podatników

Pani sędzia z Łodzi, która ukradła spodnie, od 12 lat jest w stanie spoczynku i z tego, co wiadomo - chociaż powinny to być informacje poufne - jest chora. I nie jest to choroba fizyczna. Robienie z niej złodziejki i opisywanie sprawy w taki sposób jest poniżej ludzkiej godności. Przypadki takich chorób zdarzają się w każdym zawodzie. Takie osoby należy leczyć i im współczuć, a nie publicznie piętnować w taki sposób - mówi w rozmowie z nami sędzia Waldemar Żurek, rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa

 

KAMILA TERPIAŁ: Kradzież kiełbasy za 6,90 zł czy spodni za 129 zł przez sędziów ma, według rządzących, uzasadniać konieczność zmian w sądownictwie. To część kampanii Polskiej Fundacji Narodowej. Problem w tym, że jeden z tych sędziów nie żyje, a drugi jest chory.
WALDEMAR ŻUREK:
 Wśród sędziów zdarzają się osoby, które dopuszczają się takich czynów. Nie chcę generalizować, ale najczęściej dzieje się tak na podłożu chorobowym. Nasza praca jest jednak bardzo wyczerpująca psychicznie i stresogenna. Jeżeli sędziowie zapadają na jakieś choroby, to często jest to związane z ogromnym stresem.

Nie wiem, jak było w przypadku kradzieży kiełbasy, ale sędzia poniósł surową karę - musiał odejść z sądu i to w 2006 roku, a dzisiaj już nie żyje. Eksponowanie tego przypadku jako normy na 10 tys. sędziów jest po prostu manipulacją.

Jeżeli sędziom przydarzy się coś takiego, a nie są chorzy, to są usuwani z zawodu i dla nas to jest oczywiste. Sędziowie nie są bezkarni, takie twierdzenia są obrzydliwym kłamstwem.

Pani sędzia z Łodzi, która ukradła spodnie, od 12 lat jest w stanie spoczynku i z tego, co wiadomo - chociaż powinny to być informacje poufne - jest chora. I nie jest to choroba fizyczna. Robienie z niej złodziejki i opisywanie sprawy w taki sposób jest poniżej ludzkiej godności. Przypadki takich chorób zdarzają się w każdym zawodzie. Takie osoby należy leczyć i im współczuć, a nie publicznie piętnować w taki sposób.

To są dwa przypadki, ale

KRS będzie domagać się od sądów wyjaśnień w opisanych i nagłośnionych sprawach. Wiele jest też przekłamań.

W jakich przypadkach już wiadomo, że mamy do czynienia z kłamstwem?
W przypadku asystentki bez "koneksji", która została zwolniona przez prezesa sądu w Katowicach, sprawa nie jest jasna. Toczy się postępowanie o mobbing i nie chciałbym tego oceniać przed jej zakończeniem. Są też opisane przypadki rzekomego nepotyzmu w KRS.

Niezgodnie z prawdą opisana jest sprawa żony wiceprzewodniczącego Rady. Jednogłośnie została ona wybrana na stanowisko sędziego Sądu Rejonowego Warszawa-Mokotów.

Został rozpisany konkurs, ta osoba była czynnym prokuratorem, z doświadczeniem zawodowym pozwalającym jej na ubieganie się o stanowisko w sądzie wyższej instancji niż sąd rejonowy, miała wyróżniającą opinię. Rzeczywiście było wielu chętnych, ale nie na jeden, tylko na dwanaście wakatów, a pani prokurator także uzyskała odpowiednie poparcie zgromadzenia, porównywalne z innymi kandydatami. Jej mąż na czas procedowania wyłączył się z prac KRS, mimo iż nie ma takich ustawowych wymogów. Poza tym nikt z Rady nie zgłaszał żadnych zastrzeżeń, także przedstawiciel prezydenta, minister sprawiedliwości, posłowie czy senatorowie. Każda uchwała personalna może być zaskarżona do Sądu Najwyższego.

Na stronie sprawiedliwesady.pl możemy też przeczytać, że "KRS walczy o posady dla swoich". Podany jest przykład profesora prawa, dziekana na Uniwersytecie Wrocławskim, który przegrał konkurs na stanowisko sędziego Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego z synem sędziego TK.
Przyjrzałem się dokładnie tej sprawie. Rzeczywiście, dziekan startował w tym konkursie, razem z nim startowało kilka osób. Jedną z tych osób był radca prawny z długoletnim stażem, z bogatym doświadczeniem w prawie administracyjnym. "Ponadprzeciętna znajomość prawa administracyjnego" - taki jest wymóg ustawowy i spełniał go zarówno profesor, jak i radca prawny. Doszło do wysłuchania tych dwóch kandydatów, po którym jednogłośnie wybrano radcę prawnego. W tym zespole uczestniczyła i głosowała także posłanka PiS-u Krystyna Pawłowicz. Czasem tak się dzieje, że dobry prawnik ma w rodzinie dobrego prawnika. Tak zdarza się nie tylko w przypadku zawodów prawniczych. Standardem jest sytuacja, że sędzia, który prowadzi pod wpływem alkoholu, usuwany jest z zawodu. A jak jest w przypadku posłów?

Proszę pokazać mi polityka, który został usunięty ze swojej funkcji za złe zachowanie w trakcie wykonywania mandatu posła. Chyba że został wyprowadzony w kajdankach.

Wyobraźmy sobie, że KRS i SN zakładają fundację, przerzucają tam fundusze z budżetu państwa i zamawiają billboardy pokazujące pijanych posłów lub skazywanych polityków. Czy im wolno? Społeczne zaufanie do parlamentu jest niższe - pomimo tych ataków - niż do sądów. Czy my w związku z tym mamy publicznie domagać się rozwiązania parlamentu? Chyba jednak nie powinniśmy iść w tym kierunku.

"Nadzwyczajna kasta" - tak nazwane są te przypadki w kampanii finansowanej przez Polski Fundusz Narodowy. Zresztą nie od dzisiaj rządzący tak nazywają środowisko sędziowskie.
Kazusy są zbierane na przestrzeni wielu lat. Po nadzwyczajnym Kongresie Sędziów Polskich zaczęły dzwonić do mnie media publiczne i pytać o różne przypadki spraw, nawet sprzed kilkunastu lat. Później pokazywano te sprawy w mediach, tworząc wrażenie, że to jest reguła i codzienność. Sędziowie mają jawne postępowania dyscyplinarne, z zawodu usunęliśmy przez ostatnie cztery lata dwanaście osób. Naprawdę bardzo surowo traktujemy takie sprawy, a Sąd Najwyższy (jako sąd II instancji w sprawach dyscyplinarnych) publikuje orzecznictwo w sprawach dyscyplinarnych sędziów. Nie mamy nic do ukrycia, tylko teraz to jest wykorzystywane przeciwko nam.

To w państwach totalitarnych sędziowie byli aniołami, bo albo nie ujawniano żadnych złych spraw, albo byli po prostu bezkarni.

Zastanawiające są właśnie kraje, w których nie ma takich przypadków. Tam, gdzie pracują ludzie, dzieją się różne rzeczy, ważne, żeby system to wyłapywał i ujawniał. Robienie z tego reguły i kampanii propagandowej za pieniądze podatników jest rzeczą absolutnie niedopuszczalną.

PiS przyznał się właśnie, że to rząd zlecił kampanię zrealizowaną przez Polską Fundację Narodową. Chociaż wcześniej politycy partii rządzącej zaprzeczali i mówili, że to autonomiczna kampania.
Przecież od początku wiadomo było, kto powołał fundację, jakie firmy zrzucają się na jej fundusze. To jest atak jednej konstytucyjnej władzy na drugą. Poza tym statutem fundacji jest promowanie polskiej marki. Wyobraźmy sobie przedsiębiorcę, który przyjeżdża do Polski, bo chce tu rozkręcić własny biznes, i widzi na ulicach czarne billboardy, z których wynika, że polskie sądy to jedno wielkie bagno.

To jest obrzydliwy czarny PR i zaprzeczenie statutowym celom fundacji. Ktoś, kto podjął decyzję o finansowaniu takiej kampanii, za to odpowie prawnie. Ta sprawa musi zostać wyjaśniona przez organy procesowe.

Trzeba dokładnie ustalić, kto niezgodnie z prawem kłamie za pieniądze podatników.

Nagonka na sędziów?
Były już czasy, w których jakąś grupę społeczną chciano zmarginalizować i rozpętywano kampanię nienawiści. Na ogół zaczyna się niewinnie, dlatego musimy na to reagować. Mój kolega kiedyś był dumny z tego, że jest sędzią, a ostatnio przyznał, że chciałby wrócić do czasów dzieciństwa i zostać strażakiem. Strażacy słusznie są na piedestale społecznym, bo niosą pomoc. My za to rozstrzygamy ludzkie spory, dlatego nigdy nie będzie miłości do sędziów, ale powinien być szacunek. A

rząd robi wszystko, aby zaufanie do naszego zawodu cały czas spadało.

Politycy PiS-u mają za to pretensje do pana, że uczestniczył pan w demonstracji politycznej przed Sejmem organizowanej przez KOD. Dlaczego pan się tam pojawił?
Sędziowie mają obowiązek stać na straży prawa. Zostałem wybrany, z drugą osobą ze stowarzyszeń sędziowskich, do odczytania wspólnego komunikatu. Poza tym to nie była demonstracja partyjna, tylko organizowana przez organizację społeczną. Odsyłam wszystkich, którzy zarzucają mi działanie polityczne, do wysłuchania moich wystąpień podczas posiedzeń sejmowych komisji w poprzednich kadencjach Sejmu. A przecież projekty ustaw, przeciwko którym obywatele i sędziowie protestowali, zostały zakwestionowane przez prezydenta. Nawet on uznał, że są niezgodne z konstytucją.

Daje pan jeszcze kredyt zaufania prezydentowi w sprawie nowych projektów ustaw o KRS i SN? W środę prezydent spotkał się z przedstawicielami klubów parlamentarnych.
Niestety, te rozmowy pokazały, że chyba zmiany zaproponowane przez prezydenta będą tylko kosmetyczne.

Wyobrażam sobie taki scenariusz, że Andrzej Duda, mocno naciskany przez swoje środowisko polityczne, wszedł z nim w porozumienie. To, co się dzieje, może być tylko ruchem dla opinii publicznej. Dla nas najważniejsza jest konstytucja.

Nie można skracać kadencji członków KRS i nie mogą ich wybierać politycy. Chciałbym, aby prezydent po tych konsultacjach doprowadził do gruntownej zmiany pierwotnych projektów i żeby społeczeństwo znowu nie miało wrażenia, że ktoś próbuje kogoś oszukać.

Prezydent podobno podtrzymał propozycję wyboru członków KRS przez większość 3/5 posłów. To nie daje gwarancji niezależności?
Wiemy, jak rozkładają się głosy, kto z kim może zawrzeć koalicję… Nawet jeżeli będzie zapisane takie rozwiązanie, a ostatecznie będzie decydował prezydent, to mamy do czynienia tylko z przeniesieniem środka ciężkości z 460 na jednego polityka. Tak nie można działać w państwie demokratycznym.

Jak nie będzie niezawisłych sądów, to obywatel w starciu z państwem, politykiem lub znajomym polityka, nie będzie miał szans na obiektywny wyrok.

Przedstawiciel KRS-u otrzymał zaproszenie od prezydenta na konsultacje?
Nie i nie ma takich sygnałów. Chociaż deklarowaliśmy, że jesteśmy gotowi na dyskusję i zmiany. Mówienie o tym, że chcemy utrzymania status quo, nie jest prawdą. Poparliśmy projekt stowarzyszenia Iustitia, który miałby zreformować Radę, był mocno prospołeczny, a do tego zgodny z konstytucją.

Minister sprawiedliwości bez podania przyczyn odwołał trzy wiceprezeski Sądu Okręgowego w Warszawie. W praktyce zaczęła działać podpisana przez prezydenta ustawa o ustroju sądów powszechnych?
Przerwana została między innymi kadencja sędzi, która wnioskowała o odwołanie z delegacji obecnego wiceministra sprawiedliwości Łukasza Piebiaka, między innymi, jak wskazuje, za niepisanie uzasadnień w terminie. On twierdzi, że na te decyzje nie miał żadnego wpływu. Ale to jest zwykła osobista wendetta. Tak będą przebiegały nominacje w sądach: ważne będą znajomości, zależności i widzimisię ministra sprawiedliwości.

Autor: 
Kamila Terpiał
Źródło: 

wiadomo.co

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.