To Sekielski znalazł odciski palców ws. Jaroszewiczów. ''Minister nie przywiązuje wagi do detali''

- Co mam powiedzieć? Cieszę się, że mogłem dołożyć do wyjaśniania sprawy swój kamyczek - mówi Tomasz Sekielski, dziennikarz, autor filmów, który odnalazł zaginione dowody ze śledztwa ws. zabójstwa Jaroszewiczów.

- Co mam powiedzieć? Cieszę się, że mogłem dołożyć do wyjaśniania sprawy swój kamyczek - mówi Tomasz Sekielski, dziennikarz, autor filmów, który odnalazł zaginione dowody ze śledztwa ws. zabójstwa Jaroszewiczów.

Jacek Gądek: Prokuratorzy i minister Zbigniew Ziobro mówią o przełomie w śledztwie ws. jednego z najgłośniejszych morderstw III RP, zabójstwa małżeństwa Jaroszewiczów z 1992 r. A co dla pana wynika z konferencji prokuratorów i ministra Zbigniewa Ziobry, którzy ogłosili sukces?

Tomasz Sekielski: Złapano podejrzanych i - co bardzo ważne - te osoby przyznały się do morderstwa Jaroszewiczów.

Ale to jeszcze nie zamyka sprawy?

- Wciąż nie znamy odpowiedzi na podstawowe pytanie: czy gangsterzy działali na własną rękę, czy na czyjeś zlecenie? A jeśli byli sami, to dlaczego tak mało cennych rzeczy znikło z domu byłego premiera? Przecież w willi postawili wiele wartościowych rzeczy: kolekcję monet, obrazy, precjoza, biżuterię...

Jeśli ktoś dokonuje napadu w celach czysto rabunkowych, to powinien takie rzeczy ukraść. A jeśli sprawcy działali na zlecenie, to czyje i po co tak właściwie przyszli i dlaczego tak brutalnie zamordowali oboje małżonków? Gang karateków - z tego, co teraz słyszymy - dokonywał brutalnych napadów, ale zazwyczaj jednak nie mordował.

Prokuratorzy mówili o motywie wiodącym i towarzyszącym. Niczego nie wykluczyli - także działania na zlecenie.

- Faktycznie nie wykluczyli tego, że gang mógł zostać wynajęty przez kogoś innego - to jest szalenie ważne. Podkreślam, że synowie Jaroszewicza - Andrzej i Jan - nie wierzą w motyw rabunkowy. Oni zwracają uwagę na to, co powiedziałem: zbyt wiele kosztowności zostało, aby chodziło o czysty rabunek. Wciąż rodzą się zatem pytania o motyw.

Może ci "karatecy" spartolili robotę i nie zauważyli dzieł sztuki albo złota?

- Biżuteria akurat leżała na wierzchu. Na zdjęciach z wizji lokalnej w willi Jaroszewiczów widać, że masa rzeczy była porozrzucana. Monety leżały rozsypane - nie wiemy, dlaczego włamywacze ich nie zabrali, choć były wartościowe.

A czy zaginione dowody, które pan odnalazł kręcąc cykl "Teoria spisku", były wartościowe dla śledztwa?

- To były odciski z folii daktyloskopijnej z niezidentyfikowanymi w 1992 r. odciskami palców oraz zakrwawiona odzież małżeństwa Jaroszewiczów, w którą byli ubrani feralnej nocy.

Pan minister Zbigniew Ziobro mówi o wielkiej "koordynacji" prokuratur z Krakowa i Warszawy. Podkreśla, że sam nakazał wznowić śledztwo. A ja pamiętam, że gdy w zeszłym roku chciałem przekazać panu ministrowi zaginione dowody, które odnalazłem, by kolejny raz już nie zniknęły, to pan minister nie wyraził zainteresowania. Jego zastępcy - również nie. Gdy dzisiaj ogłasza przełom w śledztwie, to już się jednak okazuje, że dla pana ministra i prokuratora generalnego ta sprawa jest priorytetowa.

Zbigniew Ziobro mówił o jakichś mediach, dziennikarzach, ale o panu z nazwiska nie wspomniał. Przykro?

- Pan minister nie przywiązuje wagi do takich detali jak to, kto odnalazł zaginione dowody, ale nie jestem małostkowy. Co mam powiedzieć? Mogę się roześmiać. Tak czy inaczej: dzięki temu, że je odnalazłem, warszawska prokuratura na nowo wszczęła śledztwo i w jakimś stopniu - jak rozumiem, niemałym - pomogło to śledczym z Krakowa. Cieszę się, że mogłem dołożyć do wyjaśniania sprawy swój kamyczek.

Wciąż jednak nie usłyszeliśmy od śledczych odpowiedzi na pytanie: czy odnalezione przez mnie dowody potwierdzają winę gangsterów, którzy teraz się przyznali? Czy na odzieży odnaleziono DNA tych osób, które dziś są podejrzane? Czy zidentyfikowano odciski palców? Tego wprost prokuratorzy nie powiedzieli. Ale padła z ich strony sugestia, że dowody zgromadzone przez warszawską prokuraturę pomogły przy weryfikowaniu zeznań. Czekam na jasny sygnał, czy odnalezione dowody w jakiś sposób zostały wykorzystane i czy przy ich pomocy zidentyfikowano podejrzanych. Czy one potwierdzają i uwiarygodniają wersję, że po 26 latach wreszcie złapano morderców Jaroszewiczów?

Zetknął się pan z gangiem karateków, który śledczy wskazali jako sprawców morderstwa?

- Nie i dlatego interesuje mnie to, jak ten gang działał na przełomie lat 80 i 90. I tu - choć może to brzmieć trochę jak teorie spiskowe - jestem w stanie wyobrazić sobie wszystko. Także to, że ktoś, kto z przyczyn innych niż rabunkowe, chciał śmierci PRL-owskiego premiera. Mógł więc wynająć gangsterów, którzy dokonali zabójstwa.

Śledczy skłaniają się ku wersji rabunkowej, ale nie wykluczają żadnego - a więc także takiego - motywu i będą go zapewne badać.

- Prokuratura przyznała, że w zasadzie jest na samym początku postępowania. Do przedawnienia pozostało 14 lat, więc jest czas, a śledztwo pewnie jeszcze potrwa. Mam nadzieję, że prokuratura przenicuje tę sprawę tak dokładnie, jak tylko się da, aby później nie doszło do kompromitacji przed sądem. Przecież to, że dzisiaj część podejrzanych się przyznała do morderstwa, nie oznaczy, że później nie wycofają swoich zeznań. Trzeba czegoś więcej niż ich słowa. Oby prokuratura poszła do sądu z aktem oskarżenia, którego nie da się podważyć.

Ma pan dzisiaj osobistą, zawodową satysfakcję?

- Tak - mam, choć oczywiście nie przeceniam swojej roli. Mam jednak poczucie, że dzięki pracy, którą wykonałem, prokuratura wznowiła śledztwo. A dzięki konfrontacji zeznań gangsterów z odgrzebanymi dowodami przynajmniej częściowo udało się zweryfikować zeznania podejrzanych.

Podejrzani usłyszeli zarzuty za zabójstwo małżeństwa Jaroszewiczów

Autor: 
Jacek Gądek
Źródło: 

wiadomosci.gazeta.pl

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.