Rosyjskie towary eksportowe

Rosyjskie towary eksportowe

Oficjalna strony internetowa ministerstwa obrony Federacji Rosyjskiej posiada już specjalny dział traktujący jedynie o interwencji w Syrii, na jego podstawie można zadać sobie trud przyjrzenia się kondycji armii rosyjskiej.

 

Krążownik „Moskwa” podczas ćwiczeń na poligonie

 

W materiałach przewijają się dwa podstawowe zagadnienia, mianowicie kontyngent lotniczy stacjonujący w Syrii oraz krążownik „Moskwa” operujący na wodach Morza Śródziemnego. Najciekawszym wydaje się krążownik „Moskwa”. Projekt tego okrętu pochodzi z lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, lecz jednostka weszła do służby w 1979 roku, ponieważ bardzo dużo czasu zajęło dopracowanie głównej broni okrętu, czyli przeciwokrętowych pocisków rakietowych P-500 „Bazalt”. Okręt stał się początkiem serii składającej się z czterech jednostek. Koncepcja budowy jednostek typu „Moskwa” zakładała, że podczas konfliktu globalnego z NATO, zajdzie potrzeba ataku i niszczenia dużych okrętów, a zwłaszcza lotniskowców, do czego doskonale nadawała się główna broń zainstalowana na okrętach. Głębokie przeświadczenie u Rosjan, że amerykańskie lotniskowce będą chciały zbliżyć się do brzegów ich kraju, aby zaatakować swe cele, było przez wiele lat naczelną doktryną we flocie radzieckiej. Pomysł był zupełnie nietrafiony, NATO nie uważało za celowe zdobywanie terytorium Związku Radzieckiego, ale w szaleństwie zimnej wojny nikt nad tym nie zastanawiał się. Z uwagi na brak w swojej flocie podobnych okrętów jak amerykańskie lotniskowce, nie pozostało nic innego, jak zbudowanie nośników odpowiednich rakiet przeciwokrętowych. Stworzenie rakiety zdolnej zniszczyć duży okręt lub zespół okrętów, jeśli zostanie wyposażona w głowicę nuklearną, trwało kilka lat, lecz wreszcie się udało. Dzięki wysiłkowi konstruktorów powstał P-500 „Bazalt”, jeden z bardziej niezwykłych pocisków przeciwokrętowych jakie powstały. To pocisk stworzony na konflikt totalny. Jest przystosowany do instalowany na jednostkach podwodnych i nawodnych. Taktyka ataku polega na wystrzeleniu salwy pocisków w stronę celu, jeden z wystrzelonych pocisków wznosi się na duży pułap i z pomocą stacji radarowej koryguje swoją trajektorię lotu, ale również pozostały pocisków z salwy, lecących na niskim pułapie utrudniającym wykrycie i zniszczenie. Jeśli pocisk lecący wysoko zostaje zniszczony, wówczas jego miejsce zajmuje kolejny pocisk z wystrzelonej salwy. Jeśli dodamy, że salwa leci z prędkością ponad dwa razy większą od prędkości dźwięku i każdy z pocisków niesie około tony materiałów wybuchowych lub głowicę nuklearną o mocy 350 kiloton trotylu, wówczas robi się naprawdę groźnie. Lecz czas mija nieubłaganie i to co było nowoczesne czterdzieści lat temu, dziś już takie nie jest. Zresztą NATO nawet nie zajęło się konstruowaniem odpowiednika pocisku radzieckiego, ponieważ wąska jego specjalizacja powodowała, że był nieefektywny. Przewaga jakościowa i ilościowa floty NATO nad flotą Układu Warszawskiego powodowała, że okręty takie jak typu „Moskwa” lub nieco większe typu „Kirow” nie miały większych szans na znalezieniu się na pozycji do oddania salwy. Na domiar złego, aby oddana salwa była skuteczna, należało zapewnić lecącym już pociskom dodatkowe wsparcie samolotów lub śmigłowców rozpoznawczych, sprawa trudna z uwagi na przewagę lotnictwa NATO. Obecnie krążownikowi „Moskwa” przyszło odgrywać jednak zupełnie inną rolę, nikt nie mówi o zatapianiu lotniskowców, teraz należy jak najlepiej wypaść w obiektywach fotoreporterów. Krążownik ma spore możliwości w zapewnieniu dodatkowej obrony przeciwlotniczej rosyjskiej bazy w Syrii, posiada na pokładzie rakiety przeciwlotnicze S-300, lecz jego wyposażenie radarowe, jest przestarzałe. Od wielu lat standardem, jeśli chodzi o śledzenie celów na wodzie i w powietrzu, są radary ścianowe zamontowane nieruchomo na nadbudówkach okrętów, mające możliwość jednoczesnego śledzenia wielu celów, ponieważ po ich zlokalizowaniu w stronę każdego celu wysyłana jest wiązka śledząca jego ruchy. Amerykański system „Aegis” zintegrowany jest z uzbrojeniem, co powoduje jego dużą skuteczność. Jego rozwinięciem jest system antybalistyczny oparty na podobnych rozwiązaniach, zastosowany na amerykańskich krążownikach typu „Ticonderoga”. Tak więc bezzębny wilk straszy opodal wybrzeży Syrii i ma za zadanie zniechęcać kogokolwiek do zbliżania się do operujących tam samolotów rosyjskich, chociaż wygląda bardzo blado wobec chociażby amerykańskich niszczycieli typu „Arleigh Burke” działających na Morzu Śródziemnym.

Zupełnie inny charakter ma skład rosyjskiej grupy lotniczej działającej z bazy w Latakii. Jest to przekrój tego co Rosjanie obecnie używają i co eksportują lub chcieliby zacząć eksportować. Na pierwszym miejscu należy wymienić samolot myśliwsko-bombowy Su-34, oparty na konstrukcji myśliwca Su-27. Konstrukcja rodziła się długie lata z powodu trudności z finansowaniem. Powstał jednak udany samolot, zdolny do precyzyjnych uderzeń na cele naziemne. Posiada wyposażenie radiolokacyjne umożliwiające atakowanie celów naziemnych, szeroki arsenał środków ataku oraz specjalny radar w ogonie, zapewniający ostrzeganie przez nadlatującymi rakietami wroga. Lotnictwo rosyjskie ma posiadać do 2020 roku ponad sto dwadzieścia takich samolotów. Dość szybki proces wdrażania samolotu na uzbrojenie, po tym jak wreszcie był gotów, spowodował trudności dla załóg i obsługi naziemnej. Rosjanie używają w Syrii również mniej skomplikowanego sprzętu w postaci samolotów bombowych Su-24, pochodzących z początków lat siedemdziesiątych, samolotów szturmowych Su-25 oraz ostatnio dwumiejscowych wersji myśliwców Su-27. Dwa pierwsze typy to samoloty uderzeniowe, mające za zadanie niszczenie celów naziemnych, z perspektywy pilotów ryzykownym wydaje się atakowanie sił islamistów w poddźwiękowym Su-25, z reguły działającym na małym pułapie, lecz jak dotychczas brak jest informacji o utracie jakiś maszyn. Inne podłoże ma wysłanie do Syrii maszyn Su-30. Są to specjalistyczne maszyny wielozadaniowe, mogące atakować cele w powietrzu i na ziemi, wydaję się prawdopodobnym, że jest to odpowiedź na zestrzelenie przez Turcję rosyjskiego samolotu. Lotnictwo rosyjskie posiada około pięćdziesięciu takich maszyn. Ostatnio do sił ekspedycyjnych dołączyły śmigłowce szturmowe Mi-24 oraz śmigłowce transportowe w wersji uzbrojonej Mi-17, te ostanie mogą mieć znaczenie w przypadku potencjalnych akcji poszukiwania lotników rosyjskich, którzy zostaną zestrzeleni. Zastanawia fakt, że Rosjanie nie wysłali do Syrii swych najnowszych śmigłowców szturmowych Ka-50 lub Ka-52, lecz uzasadnieniem dla takiego stanu rzeczy jest fakt znikomej ilości wyprodukowanych egzemplarzy tych maszyn, pozostających w zasadzie nadal na etapie rozwoju konstrukcji.

Rosjanie wysyłając wojska do Syrii zabrali się do robienia wielkiej polityki, ale przy okazji chcą pokazać światu to co mają najlepszego obecnie w swoich siłach zbrojnych. Okiem specjalisty nie jest łatwo określić stan faktyczny, na stanie armii rosyjskiej wciąż znajduje się dużo sprzętu produkowanego w latach zimnej wojny, a wieloletnie problemy z finansowaniem spowodowały wydłużenie jego eksploatacji do dzisiaj. Armia rosyjska dysponuje obecnie małymi ilościami nowoczesnego sprzętu oraz dużą jego ilością pochodzącą sprzed wielu lat. Sprzęt wprowadzany na uzbrojenie nie odstępuje od standardów światowych, lecz jest go niewiele, poza tym opóźnienia w jego wdrażaniu sprawiają, że staje się czasem przestarzały w momencie wejścia do służby. Dobrym przykładem są tu śmigłowce szturmowe, wdrażanie Ka-50 oraz Mi-28 trwa od lat dziewięćdziesiątych i już niewielu wierzy, że kiedyś zastąpią Mi-24. To wszystko sprawia, że Rosjanie są w stanie wygrać większość konfliktów lokalnych, lecz nie rokuje to sukcesu w działaniach na większą skalę. Specyfika syryjska uniemożliwia weryfikacje możliwości rosyjskich sił lądowych. Jak dotychczas działania w Czeczeni, Gruzji i na Ukrainie dowodzą, że Rosjanie dużo się nauczyli, nie można jednak ustalić co to oznacza. Na początku konfliktu w Czeczeni stało się jasne, że działania zwartymi jednostkami pancernymi w terenie zurbanizowanym nie mają sensu. Ostatnie walki na wschodzie Ukrainy to zupełnie inna koncepcja, oparta na mniejszych oddziałach, wojnie nieregularnej i wsparciu artyleryjskim. Rosjanie stawiają na wojnę informacyjną organizując na pokładzie krążownika „Moskwa” specjalne konferencje prasowe i dokładnie relacjonując życie codzienne ich kontyngentu lotniczego, w polityce oraz przeciw islamistom to powinno wystarczyć.

 

Autro: Zbigniew Wolski

Fot.: pl.sputniknews.com

Źródło: http://pl.sputniknews.com/polish.ruvr.ru/2013_09_20/Krazownik-Moskwa-stanal-na-czele-zgrupowania-marynarki-wojennej/

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.