Tusk wychodzi obronną ręką z konfrontacji

W poniedziałek po godz. 17 zakończyło się siedmiogodzinne przesłuchanie byłego premiera Donalda Tuska przed komisją śledczą ds. Amber Gold. - Wyborcy PiS-u pozostaną w swoim przekonaniu, że Tusk jest winny afery Amber Gold, natomiast przeciwnicy PiS-u pozostaną przy swoim zdaniu, że nie miał on z tą aferą wiele wspólnego, a komisja sejmowa jest jedynie narzędziem politycznej zemsty. W tym kontekście ta konfrontacja kończy się nierozstrzygalnie - komentuje w rozmowie z Interią politolog dr Marek Migalski.

- Sprawdziły się przewidywania, że po pierwsze, to pułapka zastawiona na Donalda Tuska, a po drugie, że on uniknie wpadnięcia w nią. Właściwie tak wyglądał cały dzisiejszy dzień. Posłowie PiS-u próbowali złapać Tuska na jakimś delikcie politycznym bądź prawnym, a on dosyć skutecznie im to uniemożliwiał - komentuje w rozmowie z Interią przebieg przesłuchania dr Marek Migalski. 

Zdaniem politologa, zostawienie przesłuchania byłego premiera na sam koniec prac komisji, "świadczy o tym, że Donald Tusk miał być tym, co zwieńczy prace komisji, a tym miało być wbicie go na ruszt i przygotowanie do politycznej uczty". - To się po prostu nie udało - uważa ekspert. 

- Donald Tusk wychodzi obronną ręką z tej konfrontacji - ocenia dr Migalski. 

 

Wzajemne przytyki i wbijanie szpil

Według naszego rozmówcy, do opinii publicznej z dzisiejszego przesłuchania niewiele dotrze, oprócz "kilku mniej lub bardziej zabawnych potyczek słownych między Tuskiem, a członkami komisji". 

Do spięcia doszło już w pierwszych minutach. Wassermann poinformowała byłego premiera, że na wstępie przysługuje mu prawo do swobodnej wypowiedzi. "Oczywiście może pan skorzystać z tego prawa w taki sposób, że zaatakuje pan rząd, zaatakuje pan Prawo i Sprawiedliwość. Mieliśmy już z tym do czynienia. Ja liczę na to, że pan premier przyszedł tutaj wyjaśnić sprawę, że pan premier potrafi jeszcze wczuć się w sytuację ludzi skrzywdzonych, ubogich, ludzi, których ta afera pozbawiła środków do końca życia" - oświadczyła przewodnicza. 

"Skoro pani poseł już wygłosiła swoiste oświadczenia to ja rezygnuję z tego uprawnienia" - odparł Tusk. 

Przez całe przesłuchanie nie brakowało wzajemnych przytyków i wbijania szpil. Tusk w swoim stylu wypomniał przewodniczącej wyborczą porażkę w Krakowie, a gdy Wassermann powoływała się na taśmy nagrane u Sowy i Przyjaciół, dopytywał, czy chodzi o te z Morawieckim.

Wielokrotnie upomniał członków komisji, że ci zadają nieprecyzyjne pytania i podkreślał, że posłowie PiS "stosują metody insynuacji" i "mijają się z prawdą". 

Tusk przypomniał też aferę GetBack i zarzucał PiS, że ten "nie zrobił nic, zero, żadnego istotnego ruchu" w sprawie Amber Gold choć "rządzi tysiąc dni" i "miał wszystkie instrumenty".  

Bartosza Kownackiego z PiS zapytał, czy "może przestać czytać przekazy dnia, bo to nie ułatwia przesłuchania".

Z kolei Wassermann kilkukrotnie pytała Tuska o jego samopoczucie, na co ten stwierdził, że "nie jest u lekarza" i czuje się "niezręcznie", sugerowała mu też, że się denerwuje. 

Nerwowo zrobiło się, gdy pojawił się wątek Michała Tuska, syna premiera. - W tej sprawie się denerwuję - powiedział Tusk, podnosząc głos. - Zrobiono z pana syna słupa - stwierdziła Wassermann.
 

Popis umiejętności retorycznych Tuska

Zdaniem dr. Migalskiego, styl w jakim członkowie komisji zadawali pytania Tuskowi i w jakim były premier na nie odpowiadał, "pokazuje różnice jak między wschodem a zachodem". - To znaczy, że Tusk bardzo umiejętnie od czasu do czasu wtykał polityczną szpadę w ciała członków komisji, a posłowie uderzali szpadlem. Na zachodzie fechtuje się szpadą a na wschodzie uderza się szpadlem. I to było widać - komentuje nasz rozmówca. 

- Padło genialne sformułowanie Tuska, kiedy pani Arendt pytała go o to, czy ma moralne prawo pouczania kogoś o rządzeniu. Odpowiedział, że nikogo tutaj nie poucza, jak rządzić, bo wydaje się, że byłoby to zadanie beznadziejne. To jest ten moment, kiedy członkowie komisji nawet się nie zorientowali, że zostali obrażeni - zauważa politolog. 

W opinii eksperta dzisiejsze przesłuchanie było nierównym pojedynkiem, nie tylko dlatego, że kilkunastu członków odpytywało jednego świadka, ale także pod względem umiejętności retorycznych. 

- Umiejętności retoryczne Tuska są wielokrotnie większe niż tych pięciu członków komisji w PiS-u, którzy próbowali go przyszpilić - mówi. 

 

"Wassermann chciała zrekompensować sobie wyborczą porażkę"

Przesłuchanie Tuska miało być też, z perspektywy PiS, popisem umiejętności Małgorzaty Wassermann i jej triumfem nad Tuskiem. Tak się jednak, zdaniem naszego rozmówcy, nie stało. 

- Wyraźnie chciała dzisiejszym dniem zrekompensować sobie wczorajszą porażkę. Była najbardziej agresywną, aktywną, najbardziej interweniującą członkinią komisji, myślę, że dlatego, żeby ludzie jak najszybciej zapomnieli, że przegrała w Krakowie, a zapamiętali ją jako pogromczynię Donalda Tuska. Tyle tylko, że im bardziej ona próbowała przyszpilić Tuska, tym bardziej on się jej wymykał. To trochę karykaturalnie pokazuje ją jako osobę mało kompetentną - uważa dr Migalski. 

Według eksperta, przewodnicząca komisji poprzez swoją "nadaktywność i agresję udowodniła wątpiącym i całkowicie obnażyła polityczny charakter tej konfrontacji". - Jak rozumiem, to jest sprzeczne z jej intencjami - zaznacza. 

 

Nierozstrzygnięta konfrontacja

Dr Migalski jest zdania, że przesłuchanie Tuska nie będzie miało żadnego wpływu na nastoje społeczne oraz na zmianę opinii o byłym premierze. 

- Wyborcy PiS-u pozostaną w swoim przekonaniu, że Tusk jest winny afery Amber Gold, natomiast przeciwnicy PiS-u pozostaną przy swoim zdaniu, że nie miał on z tą aferą wiele wspólnego, a komisja sejmowa jest jedynie narzędziem politycznej zemsty. W tym kontekście ta konfrontacja kończy się nierozstrzygalnie - ocenia w rozmowie z Interią.    

Autor: 
-----------------
Źródło: 

Interia

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.