Pandemia grozi wzrostem liczby dzieci pracujących w Indiach

LUCKNOW, Indie - Chłopiec, który krzyczał po pobiciu za narzekanie na bóle brzucha, zwrócił uwagę przechodnia, który zaalarmował policję w dużym indyjskim mieście Agra.

Oficerowie złamali kłódkę na bramie nielegalnej fabryki obuwia, w której chłopiec pracował, i znaleźli tam kilkanaście dzieci w wieku 10-17 lat. Z nieczynnymi salami lekcyjnymi i rodzicami tracącymi pracę w czasie pandemii, tysiące rodzin wysyła swoje dzieci do pracy, co niweczy dziesiątki lat postępu w ograniczaniu wykorzystywania dziecięcej siły roboczej i zagraża przyszłości pokolenia indyjskich dzieci.

Na obszarach wiejskich Indii, w wyniku marcowego lockdownu w całym kraju, miliony ludzi popadły w ubóstwo, zachęcając do handlu dziećmi ze wsi do miast w poszukiwaniu taniej siły roboczej. Pandemia utrudnia egzekwowanie anty-dziecięcego prawa pracy, przy mniejszej liczbie inspekcji w miejscu pracy i mniej intensywnym ściganiu handlarzy ludźmi. "Sytuacja jest bezprecedensowa", powiedział Dhanananjay Tingal, dyrektor wykonawczy Bachpan Bachao Andolan, grupy działającej na rzecz praw dziecka, której założyciel, Kailash Satyarthi, otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla w 2014 roku.

"Te dzieci są zmuszane do pracy 14-16 godzin dziennie, a jeśli odmówią pracy, są bite". Jedno pobicie działa na resztę grupy, co odpowiada właścicielowi", powiedział Tingal. W okresie od kwietnia do września organizacja Tingala uratowała w Indiach co najmniej 1 197 dzieci. W tym samym okresie ubiegłego roku pomogła 613 dzieciom. Childline, ogólnokrajowa infolinia dla dzieci w niebezpieczeństwie, otrzymała 192 000 telefonów alarmowych w okresie od marca do sierpnia, większość z nich dotyczyła przypadków wykorzystywania dzieci do pracy. W tym samym okresie w 2019 roku przyjęła 170 000 takich zgłoszeń. Trzynastoletniego chłopca, który pracował w nielegalnej fabryce obuwia w Agrze, nie można zidentyfikować z imienia i nazwiska, ponieważ prawo indyjskie zabrania wskazywania z nazwiska domniemanych ofiar pracy i handlu dzieci.

Gdy we wrześniu policja uratowała go oraz inne dzieci, chłopiec pracował 12-14 godzin dziennie, przyklejając gumowe podeszwy butów za pomocą kleju w małym, ciasnym pomieszczeniu, z małą ilością jedzenia i wody. Z pomocą Komitetu Pomocy Dzieciom, organu rządowego, który zapewnia opiekę i ochronę potrzebującym dzieciom, został odesłany do domu w Bahraichu, wiejskim mieście w indyjskim stanie Uttar Pradesh, około 460 km od Agry. Ale ponieważ szkoły były zamknięte, a jego ojciec z trudem wykarmiał czwórkę swoich dzieci, chłopiec wrócił do pracy, tym razem na farmie w swojej wiosce.

W Indiach dzieci poniżej 14 roku życia nie mogą pracować, z wyjątkiem rodzinnych przedsiębiorstw i gospodarstw rolnych. Nie wolno im również pracować w niebezpiecznych miejscach pracy, takich jak place budowy, piece ceglane i fabryki chemiczne. Kraj ten poczynił poważne postępy w zwalczaniu wykorzystywania dzieci do pracy, ale według UNICEF-u ponad 10 milionów hinduskich dzieci nadal znajduje się w jakiejś formie niewolnictwa.

W szczytowym momencie pandemii, która zainfekowała ponad 9 500 000 Hindusów i zabiła ponad 138 000 osób, ojciec 13-latka, Sukhai Ram, rolnik nieposiadający ziemi, z dolnej części bezlitosnego systemu kastowego Indii, był bez pracy i zamartwiał się. Pewnego dnia spotkał człowieka, który obiecał dać synowi Rama pracę, płacąc mu około 60 dolarów miesięcznie. Ostatecznie rodzina dostała tylko jedną miesięczną pensję za dwa miesiące, które chłopak przepracował zanim został uratowany.

"Te słowa wywarły na mnie wpływ i pozwoliłem mu zabrać syna do miasta", powiedział Ram. W wielu przypadkach rodziny znają handlarzy dziećmi - powiedział Surya Pratap Mishra, działacz na rzecz praw dziecka. W niektórych wioskach Uttar Pradesh handlarze rozdawali darmową żywność zubożałym rodzinom podczas lockdownu, który trwał 68 dni. Zapracowawszy na zaufanie mieszkańców wioski, zaoferowali pracę ich dzieciom w dużych miastach.

"Ponieważ mieszkańcy wioski znali tych ludzi, zgodzili się i wysłali z nimi swoje dzieci", powiedział Mishra. Wiele z nich nie wracało przez miesiące i zostało odesłanych do domu dopiero po tym, jak zostali uratowani przez władze i grupy non-profit. Niektóre z nich nie zostały jeszcze odnalezione.

W lipcu Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Indii podwoiło swoją walkę z nawracającą pracą dzieci, wydając wytyczne dotyczące pilnego utworzenia Jednostek Przeciwdziałania Handlowi Ludźmi w każdym okręgu. Wiele indyjskich stanów zlekceważyło te wytyczne. Ajit Singh, działacz na rzecz praw dziecka w Uttar Pradesh, powiedział, że wysiłki rządu mające na celu ochronę dzieci od początku pandemii są fatalne.

Większość indyjskich szkół podstawowych i gimnazjów jest nadal zamknięta z powodu pandemii, która dotknęła ponad 200 milionów dzieci. Nauczyciele odwiedzają rodziny, aby sprawdzić, co dzieje się z uczniami, ale nauka online jest poza zasięgiem milionów rodzin, które nie mogą sobie pozwolić na smartfony czy laptopy. Jednego niedawnego ranka na przedmieściach stolicy, Nowego Delhi, Mohammad Shahzad z niepokojem obserwował, jak jego 14-letni syn dźwiga ciężki worek z piaskiem na placu budowy.

"Trzymaj swoje ciało sztywne. Inaczej worek spadnie", krzyczał Shahzad, gdy chłopiec, siódmoklasista, zmierzał boso do budynku. Przynajmniej czwórka innych dzieci pracowała razem z rodzicami. Przy zamkniętych szkołach, chłopiec będzie pracował dalej, powiedział Shahzad.

"Jest już bardzo mało pracy. Jeśli nie pomoże nam w tych trudnych czasach, nie będziemy mieli co jeść", powiedział. Sheikh Saaliq relacjonuje z Nowego Delhi.

Autor: 
: Biswajeet Banerjee i Sheikh Saaliq, Tłum. Magdalena Nowicka

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
10 + 6 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.