Prodemokratyczny ruch Hong Kongu runął w 2020. Ale duch oporu przetrwał

“Nie ma wątpliwości, że polityczne życie w Hong Kongu jest zagrożone.” Zdjęcie zostało zrobione w maju i przedstawia człowieka, próbującego maszerować w opozycji do prawa bezpieczeństwa narodowego.

Wróciłam do domu i zastałam rozbite miasto. Mimo to, solidarność wciąż trwa, w obliczu surowych warunków i namacalnego strachu.

"Spójrz na tego strażnika", powiedział Alex, wskazując głową moją lewą stronę.

Alex (to nie jego prawdziwe imię) jest dwudziestoparoletnim protestującym, którego spotkałam przy kawie w jedynej "żółtej", prodemokratycznej kawiarni w New Town Plaza, niegdyś spokojnym centrum handlowym, położonym w mojej rodzinnej dzielnicy, która w ówczesnym roku zamieniła się w pole bitwy podczas antyrządowych protestów. Spojrzałam w lewo: rzeczywiście, obok głównego placu stał strażnik, wpatrujący się w tłum. Nie zauważyłam go wcześniej. Teraz widzę go kątem oka za każdym razem, kiedy tamtędy przechodzę.

Był listopad 2020 roku i właśnie wróciłam do domu pierwszy raz po roku ogromnych zmian.

W zeszłym roku o tym samym czasie, Hong Kong znajdował się u szczytu protestów, a plac zalewały tłumy prodemokratycznych plakatów oraz grafik. Pamiętam, jak starałam się wymijać ogrom kolorowych żurawi origami (żurawi zrobionych z papieru, przyp. tłum.), próbując nie naruszyć ich malutkich skrzydełek.

To miejsce było wtedy widowiskowym wiecem strajków oraz starć pomiędzy policją a protestującymi. W jednym ze starć, odziały prewencyjne policji wtargnęły z pałkami i gazem pieprzowym. W innym, to protestujący pobili mężczyznę, którego podejrzewali o bycie szpiegiem z Chin kontynentalnych oraz zbezcześcili Chińską flagę. W ubiegłe Święta Bożego Narodzenia, protestujący zdewastowali witryny sklepowe różnych "niebieskich" sieciówek należących do firm, które są współwinne ekonomicznej oraz politycznej opresji, która sprawia, że Hong Kong jest jednym z miast z największą rozpiętością w dochodach na świecie.

Teraz plac jest pustym, smutnym polem rozpościerającym się wokół tego, co przeminęło.

Siedząc obok mnie w zacisznym kącie, Alex z początku wydawał się powściągliwy, zaciskając swój kubek, tak jakby nie był pewny tego, ile może powiedzieć. Ale wkrótce rozluźnił się i zaczął mówić, rozmyślając nad gwałtownymi zmianami i nad tym, jak - w obliczu braku protestów - włożył swą energię w jeden z wielu nowych związków zawodowych. Po ponad godzinnym wywiadzie rozstaliśmy się. Powiedział, że mimo jego przeprowadzki na Tajwan, będziemy w kontakcie.

To była jedna z wielu szczerych i, jak dla mnie, niespodziewanie owocnych rozmów, w jakich miałam przyjemność wziąć udział z protestującymi, dziennikarzami oraz aktywistami zaangażowanymi w ruch prodemokratyczny. W samolocie z Londynu przygotowywałam się na zastanie rozbitego Hong Kongu: cichego i zahukanego, gorzej niż w trudnym okresie, którego byłam świadkiem jako sprawozdawczyni w roku 2014 po Parasolkowej Rewolucji. Na zewnątrz rzeczywiście tak właśnie wyglądał.

Jako że pandemia umożliwiła lokalnym władzom tłumienie masowych protestów, a Pekin wprowadził prawo bezpieczeństwa narodowego, które kryminalizuje secesję, obalanie oraz inne, trudne do sklasyfikowania działania, ruch demokratyczny jest rozbijany praktycznie każdego dnia. Setki głównie młodych protestujących trafiło za kratki. Wśród nich znajdują się dwie znane postacie: Joshua Wong oraz Agnes Chow. Chińskie władze zatrzymały 12 Hongkończyków, którzy próbowali przedostać się na Tajwan łodzią. Były szturmy na redakcje, odwołane wybory, dyskwalifikacja prodemokratycznych ustawodawców z uwagi na bezpieczeństwo narodowe oraz inne niesnaski.

Cenzura, zewnętrzna oraz samo narzucona, dławi moje miasto - bezpowrotnie już naznaczone niewidzialnymi żółtymi oraz pro pekińskimi, niebieskimi liniami. Ludzie uważają, co udostępniają w swoich mediach społecznościowych, badają otoczenie, nim się odezwą i odmawiają wywiadów, nawet dla anonimowych mediów. Strach jest namacalny; cisza miasta, które niegdyś nazywało się chińskim bastionem wolności słowa, zaskakuje.

Wciąż, pod grubą warstwą represji czai się opór, tworzony przez upartych ludzi, dla których ważne są prawa człowieka, którzy po cichu wygłaszają swoje przekonania i robią to, co uważają za słuszne, pomimo narastającej presji.

Nauczyciel martwiący się o wolność akademicką, planujący stworzenie "alternatywnych", publicznych materiałów edukacyjnych. Reporterka, której rodzice są propekińscy, która nie przestaje tworzyć newsów politycznych, mimo oddalającej się rodziny. Artysta, który przeszedł załamanie, po tym jak pomógł przyjaciołom uciec z miasta, a teraz powoli wraca do tworzenia projektów teatralnych, przedstawiających lokalne historie. Urzędniczka służby cywilnej, która czuje się prześladowana w pracy, ale chce zostać i ma nadzieję wpłynąć na politykę miejsca pracy od wewnątrz.

Jest też dziennikarka z Chin kontynentalnych, zdołowana nastrojami antychińskimi, zmęczona balansowaniem pomiędzy swoją pracą, a bezpieczeństwem swoim i swojej rodziny w Chinach. "Kiedy przybyłam 10 lat temu, byłam naiwna. Chciałam zająć się prawami człowieka - potem wrócić do domu i próbować wpłynąć na stan rzeczy. Teraz nie wiem nawet, czy przyszłość ma mi tutaj coś do zaoferowania," wyznała cicho, po długim dniu pracy. Jak wszyscy, z którymi rozmawiałam, jakoś da sobie radę.

Nie ma wątpliwości, że polityczne życie w Hong Kongu jest zagrożone: sposoby obrony praw są ograniczane. Ale solidarność jest siłą, która przetrwa nawet w najgorszych warunkach, tchnąc życie w niewypowiedziane myśli i ukryte działania.

Solidarność jest warunkiem tworzenia i zachowania mechanizmów zmiany. Hongkończycy, którym zależy na wolności demokratycznej, nadal będą ustalać oraz wykorzystywać już istniejące kwestie sporów politycznych: na przykład poprzez radę dystryktu (jedyny organ, którego reprezentanci są wybierani bezpośrednio przez wyborców), organizowanie diaspory, uzwiązkowienie, czy mobilizację obywateli. Od więziennego i migracyjnego wymiaru sprawiedliwości po trudną sytuację ulicznych sprzątaczy, wiele społeczno-ekonomicznych sporów jest podpinanych pod ten ruch, aby utrzymać go przy życiu.

Cenzura ma rację bytu tylko, kiedy się na nią zgadzamy i bierzemy w niej udział. Informacja dla tych, którzy się nie poddają: zarówno ja jak i wiele innych osób, będziemy tutaj i będziemy was słuchać. Mam nadzieję, że wy też.

• Jessie Lau jest pisarką i dziennikarką z Hong Kongu, zajmującą się tożsamością, polityką, kulturą oraz prawami człowieka.

Autor: 
Jessie Lau, Tłum. Julia Karoń

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
19 + 0 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.