Wiceminister sprawiedliwości o decyzji KE: typowo polityczna

Komisja Europejska zdecydowała wczoraj, że przechodzi do drugiego etapu postępowania o naruszenie prawa unijnego wobec Polski w sprawie nowego systemu dyscyplinarnego dla sędziów. Finałem tego postępowania może być kolejna skarga Komisji do unijnego Trybunału Sprawiedliwości. - To jest typowo polityczna decyzja, mam nadzieję, że nowy skład Komisji odstąpi od takiego działania - mówi Onetowi wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik.

  • W zeszłym roku Zbigniew Ziobro powołał trzech, wybranych przez siebie, rzeczników dyscyplinarnych, którzy zajmują się sędziami sądów powszechnych
  • Równolegle w Sądzie Najwyższym utworzono nową Izbę Dyscyplinarną, do której wszystkich kandydatów nominowała politycznie powołana KRS
  • Zdaniem KE taki sposób prowadzenia postępowań dyscyplinarnych przeczy unijnej zasadzie niezależności sądów i niezawisłości sędziów, dlatego w kwietniu wszczęła pierwszy etap procedury. Dziś przeszła do drugiego, bo KE nie zadowoliły pisemne wyjaśnienia wysłane przez polski rząd
  •  - Nie ma żadnych powodów ani żadnych przesłanek, by stawiać Polsce jakiekolwiek zarzuty związane z postępowaniami dyscyplinarnymi wobec sędziów - tak z kolei decyzję KE komentuje wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik
  •    - W ogóle się nie zdziwię, jeśli sprawa skończy się w TSUE. Polski rząd przekonując KE, że jej zarzuty są kompletnie chybione, pokazał, że oderwał się od rzeczywistości - mówi z kolei szef "Iustitii" prof. Krystian Markiewicz

Drugi etap procedury naruszeniowej ma - podobnie jak pierwszy - formę pisemną. Do polskiego rządu ponownie trafi pismo KE z formalnymi już zarzutami dotyczącymi praworządności oraz z żądaniem usunięcia uchybień. Jeśli Polska tego nie zrobi, sprawa może skończyć się w unijnym Trybunale Sprawiedliwości - w trzecim etapie postępowania KE może skierować do niego skargę przeciw danemu państwu. Tak właśnie było w przypadku zmienionej przez PiS ustawy o Sądzie Najwyższym.

Teraz rzecz dotyczy postępowań dyscyplinarnych wobec sędziów oraz funkcjonowania Izby Dyscyplinarnej w SN. Według KE nowy system dyscyplinarny podważa niezawisłość polskich sędziów, a przede wszystkim nie daje im gwarancji ochrony przed kontrolą polityczną. Do tego wszczynanie przez rzeczników dyscyplinarnych postępowań tym sędziom, którzy zadali pytania prejudycjalne do TSUE, pokazuje według Komisji, że polski rząd łamie art. 267 Traktatu o funkcjonowaniu UE. Artykuł ten daje każdemu sądowi unijnemu prawo do składania do TSUE wniosków o wydanie wyroków w trybie prejudycjalnym.

Tymczasem w Polsce postępowania - za rzekomy "eksces orzeczniczy" (pojęcie nieistniejące w polskim prawie - red.) - ma już trójka sędziów, m.in. Ewa Maciejewska i Igor Tuleya, którzy takie pytania zadali unijnemu Trybunałowi w Luksemburgu. Sędziowie byli wzywani do składania wyjaśnień, do dziś nie mają żadnych informacji dotyczących tego, by postępowania te (wszczęte zimą zeszłego roku - red.) zostały już zakończone.

Właśnie z powodu sposobu działania rzeczników dyscyplinarnych oraz ze względu na to, że Izba Dyscyplinarna SN wciąż funkcjonuje i wciąż prowadzony jest do niej nabór nowych sędziów - choć jej statusem zajmuje się TSUE - KE zdecydowała, że przejdzie do drugiego etapu postępowania związanego z możliwym naruszeniem przez Polskę prawa unijnego.

 

Wiceminister sprawiedliwości: decyzja typowo polityczna

 - Nie ma żadnych powodów ani żadnych przesłanek, by stawiać Polsce jakiekolwiek zarzuty związane z postępowaniami dyscyplinarnymi wobec sędziów - tak decyzję KE komentuje w rozmowie z Onetem wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik.

- Dlatego decyzję tę postrzegam jako typowo polityczną, tylko polityką motywowaną - podkreśla. - W sensie prawnym kompetencje leżą teraz po stronie TSUE, a nie Komisji Europejskiej. Powtórzę, to działanie typowo polityczne, bo przecież cały skład KE odchodzi i za chwilę będą nowi ludzie. Mam głęboką nadzieję i wierzę, że nowy skład KE doprowadzi do unormowania stosunków z Polską i nie będzie już tego rodzaju działań - kwituje.

 

Prezes "Iustitii": rządzący i ich satelici chcą przejąć cały wymiar sprawiedliwości w Polsce

 - Nie ma szans, by nowy skład KE odstąpił od zajmowania się sprawą praworządności, są tutaj jasne zapewnienia nowej szefowej Komisji - mówi Onetowi prezes Stowarzyszenia Sędziów "Iustitia" prof. Krystian Markiewicz. - Wręcz przeciwnie, jestem przekonany, że dbałość o przestrzeganie praworządności w krajach UE będzie jeszcze większa - podkreśla.

Sędzia Markiewicz dodaje, że przekonanie polskich władz o tym, że nowe KE "odpuści sobie" kwestię sędziowskich dyscyplinarek w Polsce to "zwykła naiwność". - Powiem więcej, to naiwność na granicy oderwania się od rzeczywistości. Oni po prostu odlecieli - mówi.

- Powiem szczerze, że w tej sytuacji rządzący powinni wstrzymać wszelkie działania tak rzeczników dyscyplinarnych, jak Izby Dyscyplinarnej. A tymczasem zamiast tego szef KRS Leszek Mazur udaje się do Pałacu Prezydenckiego, by dyskutować o kolejnych nowych miejscach w Izbie Dyscyplinarnej - zaznacza prof. Markiewicz. - To pokazuje, że KRS bierze czynny udział w tym, by politycy przejęli cały wymiar sprawiedliwości w Polsce. A na to Unia nigdy nie pozwoli.

 

"Wolne Sądy": wszystko zmierza w kierunku skargi do TSUE

 - Absolutnie mnie decyzja KE nie zaskakuje, bo odpowiedź udzielona przez polski rząd ws. postępowań dyscyplinarnych w Polsce była co najmniej "odklejona" od rzeczywistości - podkreśla w rozmowie z Onetem mec. Sylwia Gregorczyk-Abram z Inicjatywy "Wolne Sądy" i Komitetu Obrony Sprawiedliwości.

- Rządzący tej odpowiedzi dla Komisji nigdzie nie upublicznili, jednak my do niej dotarliśmy, bo to nie jest dokument tajny. A czytamy w nim, że według polskich władz, wszystko jest w najlepszym porządku, a rzecznicy dyscyplinarni i Izba Dyscyplinarna działają wręcz modelowo, respektując w pełni niezależność sądów. No przecież to jest dowód na to, że rządzący żyją w innej rzeczywistości - podkreśla prawniczka.

- A fakt, że prezydent ogłasza nabór na kolejne stanowiska w Izbie Dyscyplinarnej, świadczy o tym, że chyba lekceważy przyszły wyrok TSUE na temat tej Izby. Dlatego w mojej ocenie, jeśli rządzący nie zmienią swojego postępowania, wszystko zmierza do tego, że KE skieruje przeciw Polsce kolejną skargę do unijnego Trybunału - kwituje mec. Gregorczyk-Abram.

Przypomnijmy, poprzednia skarga KE - dotycząca zmian w ustawie o SN - zmusiła rządzących do ekspresowych zmian w ustawie o tym sądzie. W efekcie PiS zmuszony był wycofać się z przymusowego przenoszenia w stan spoczynku wszystkich sędziów SN, którzy ukończyli 65 lat.

Autor: 
Magdalena Gałczyńska
Źródło: 

Onet

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
2 + 6 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.