Andrzej Duda. Cztery lata w Pałacu

Cztery lata temu - 6 sierpnia 2015 r. - Andrzej Duda został zaprzysiężony na prezydenta. Czego w tym czasie dokonał, a z jakich obietnic się nie wywiązał? Jaka jest jego pozycja na rok przed kolejnymi wyborami prezydenckimi?

- Prezydent - notariusz rządu? Ja takiej prezydenturze mówię "nie". 

- Pałac prezydencki nie będzie zamknięty. Prezydent nie będzie siedział pod żyrandolem.  

- To nie będzie prezydentura obaw i politycznego kunktatorstwa, obaw przed społeczeństwem, które protestuje przeciwko niekorzystnym zmianom.  

- Prezydent nie powinien podziałów pogłębiać, tylko powinien je łagodzić, powinien się starać łączyć ludzi.  

Tak swoją przyszłą prezydenturę widział Andrzej Duda przed wyborami. Na finiszu kampanii podpisał nawet "umowę programową z Polakami".

- Dla mnie jako prawnika to świętość. Ja tej umowy dotrzymam - obiecywał kandydat PiS. 

24 maja 2015 r. pokonał w drugiej turze Bronisława Komorowskiego i otrzymał 51,55 proc. głosów. 

Jak przedwyborcze zapewnienia i obietnice mają się do powyborczej rzeczywistości? 

Współpracownicy prezydenta są zadowoleni. - To prezydentura bardzo aktywna, bardzo dynamiczna, a w polityce krajowej skupiona na potrzebach zwykłych ludzi, zwykłych polskich rodzin  - w ten sposób ostanie cztery lata w rozmowie z PAP podsumowuje wiceszef kancelarii prezydenta Paweł Mucha. 

Sam prezydent uważa, że w tym czasie "stało się wiele dobrego dla Polski". - Myślę, że w wielu sprawach udało mi się wyważyć różne racje - powiedział w rocznicowym wywiadzie dla Polsat News. 

 

"Notariusz PiS-u"

Z kolei opozycja od samego początku zarzuca Andrzejowi Dudzie, że jest "notariuszem PiS-u" i "marionetką Jarosława Kaczyńskiego". 

- Powtarzającym się elementem jego prezydentury są podpisy pod ustawami i sceny, gdzie procedura prezydencka jest traktowana niemalże jak Biuletyn Informacji Publicznej, który się drukuje i tyle. Nikt nie spodziewa się po prezydencie pogłębionej refleksji, ani analizy tego, co dostaje z Sejmu - mówi Interii Piotr Apel z Kukiz’15. 

Suchej nitki na Andrzeju Dudzie nie zostawia przewodnicząca Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer.

- To wyjątkowo mizerna prezydentura, która pozostanie czarną plamą w najnowszej historii Polski. Będziemy wspominać sytuacje, które kompromitowały Polskę, jak podpisywanie porozumienia z USA na rogu biurka Trumpa czy nieprzyjęcie ślubowania od trzech prawidłowo wybranych sędziów TK, co rozpoczęło cały proces rozkładu Trybunału. Zapamiętamy łamanie konstytucji i to, że prezydent podpisywał wszystko jak leci, w zasadzie bez czytania - wylicza w rozmowie z Interią. 

W jej ocenie Duda to "człowiek bez kręgosłupa, całkowicie pozbawiony decyzyjności". - Najlepiej świadczy o tym fakt, że data wyborów parlamentarnych została podana przez premiera, zanim ogłosił ją prezydent - wskazuje. 

Ze strony polityków PO i Nowoczesnej prezydent nie ma co liczyć na jakąkolwiek pochwałę. - Bardzo dobrze jeździ na nartach. Szkoda tylko, że sezon trwa kilka miesięcy - ironizuje Lubnauer. 

- Andrzej Duda balansuje między dwoma porządkami: z jednej strony między prezydentem, który bardziej panuje i pełni funkcje reprezentacyjne niż rządzi, a prezydentem, który jest aktywnym podmiotem, faktycznie wpływającym na działalność władzy wykonawczej. Balansuje między pełnym utożsamieniem się z obozem władzy i podzielaniem jego strategicznych celów, jednocześnie dając znać od czasu do czasu opinii publicznej, że jest zdolny i chętny kontestować poczynania władzy w niektórych aspektach- komentuje w rozmowie z Interią politolog i profesor Uniwersytetu Warszawskiego Rafał Chwedoruk. 

Ostrzej prezydenturę Andrzeja Dudy ocenia prof. Antoni Dudek, politolog i historyk z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. - Andrzej Duda raz czy drugi zgłosił pewne zastrzeżenia, ale generalnie pełni jednak rolę notariusza PiS-u. To kolejny prezydent będący zakładnikiem obozu politycznego, z którego się wywodzi. Mierzę jakość prezydenta tym, na ile potrafi się właśnie uwolnić od zależności od własnego obozu. W przypadku Andrzeja Dudy nie jest to ocena bardzo wysoka  - mówi ekspert. 

 

Wolta z ustawami sądowniczymi

O Andrzeju Dudzie najgłośniej zrobiło się dwa lata temu, tuż przed drugą rocznicą urzędowania. W lipcu 2017 r. zawetował przeforsowane przez partię rządzącą i wywołujące protesty społeczne na niespotykaną od lat falę ustawy zmieniające system sądowniczy.  

Politycy PiS nie kryli zaskoczenia takim obrotem sprawy. Padły słowa krytyki. Ruch prezydenta wywołał największy jak do tej pory kryzys w relacjach między Pałacem Prezydenckim a Nowogrodzką. 

Z drugiej strony pojawiły się opinie, że prezydent wreszcie wybija się na niezależność od swojego obozu politycznego, oraz nadzieje na to, że przestanie być "strażnikiem żyrandola". 

Andrzej Duda zaproponował wówczas swoje wersje projektów ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. Ich ostateczny kształt negocjował z prezydentem sam Jarosław Kaczyński. 

- Doceniam pewną korektę, którą wprowadził w ustawach sądowniczych, ale ona była dość ograniczona. Prezydent walczył o swoją pozycję, która została zmarginalizowana w pierwotnej wersji przez ministra sprawiedliwości. Jak porównamy to, co zawetował z tym, co ostatecznie weszło w życie, to została zwiększona rola prezydenta przy decyzjach kadrowych i to jest największy sukces Andrzeja Dudy na tym polu - przypomina prof. Dudek. 

Zawetowanie ustaw sądowniczych za najlepszy moment prezydenta w ciągu minionych czterech lat uznaje Piotr Apel z Kukiz’15. - Wtedy Andrzej Duda zdecydował się autentycznie przeciwstawić temu, co robi PiS. Okazało się, że jest prezydentem większości, a nie tylko partii Kaczyńskiego - uważa poseł. 

Z kolei zdaniem prof. Chwedoruka, z dzisiejszej perspektywy ruch w kwestii reform sądowniczych został bardzo dobrze rozegrany z punktu widzenia osobistej pozycji prezydenta. - Ostentacyjnie doszło do separacji, ale nie do rozwodu. To znaczy wszyscy mieszkają razem, ciągną ten wózek wspólnie, ale trzeba mówić o nich oddzielnie - tłumaczy politolog. 

 

Kolejne weta

W ubiegłym roku Andrzej Duda zawetował dwie ważne dla PiS ustawy: degradacyjną (dającą możliwość pozbawiania stopni wojskowych osób i żołnierzy rezerwy, którzy w latach 1943-1990 swoją postawą "sprzeniewierzyli się polskiej racji stanu") oraz zmieniającą ordynację wyborczą do PE. 

- Jesteśmy zaskoczeni i zawiedzeni - komentowała po decyzji w sprawie ustawy degradacyjnej ówczesna rzeczniczka PiS Beata Mazurek. 

Po zawetowaniu ordynacji mówiła: - Decyzję prezydenta szanujemy, ale pozostajemy przy swoim zdaniu. 

- To weto prezydenta oceniam najwyżej, bo gdyby zaakceptował zmiany w ordynacji to w praktyce wprowadziłoby to system dwupartyjny - mówi Interii prof. Dudek. 

Ostatecznie PiS dało za wygraną. Opozycja nie wierzyła jednak w intencje prezydenta, zarzucając mu, że tym razem ruchy są uzgodnione z prezesem PiS.

 

Sukcesy w relacjach z USA

Konstytucja RP daje głowie państwa stosunkowo szerokie pole do popisu w kwestii polityki zagranicznej. Eksperci, z którymi rozmawiamy, doceniają wkład Andrzeja Dudy w kwestie obronności i umacnianie relacji Polski ze Stanami Zjednoczonymi. 

- Kontakty z prezydentem USA Donaldem Trumpem wykraczają trochę poza rutynę na tym szczeblu, mimo różnicy pokoleniowej i różnicy znaczenia między Polską a Stanami. Andrzej Duda jest traktowany przez Amerykanów w ewidentny sposób z zaufaniem, i to jest coś, co ośrodek prezydencki sam wypracował. Tu szukałbym wartości dodanej prezydenta w stosunku do działań samego rządu - zwraca uwagę prof. Chwedoruk. 

Również prof. Dudek wskazuje politykę zagraniczną jako "jaśniejszą stronę" prezydentury Dudy. - Finał zacieśniania relacji z USA nastąpi we wrześniu, kiedy Trump przyjedzie do Polski i dowiemy się, co ostatecznie udało się wynegocjować, ale rokowania są niezłe. Jest szanse na stałą obecność wojskową Amerykanów w Polsce, a to jest z punktu widzenia geopolitycznego absolutny przełom. To byłoby ostateczne wyjście z podziału zimnowojennego, gdzie byliśmy częścią bloku sowieckiego - mówi. 

Za czasów prezydentury Andrzeja Dudy nie dochodzi do konfliktów kompetencyjnych w obszarze dyplomacji, jak to bywało niekiedy za jego poprzedników. Duda angażuje się w inicjatywy Międzymorza, ale nie jest zbyt aktywny na arenie Unii Europejskiej, co jest z kolei domeną rządu. 

 

Sztandarowe obietnice zrealizowane

Mimo upływu kolejnych lat kadencji, Andrzej Duda wciąż utrzymuje poparcie na stałym, wysokim poziomie. Sondaże stawiają go w roli faworyta w przyszłorocznych wyborach. Regularnie plasuje się też na czele rankingów zaufania do polityków. 

Według najnowszego badania Kantar z początku sierpnia, pracę prezydenta dobrze ocenia 48 proc. Polaków. Głowa państwa zanotowała wzrost poparcia w stosunku do lipca o 5 pkt. proc. O tyle samo zmniejszyła się grupa niezadowolonych. 

Z czego wynika niesłabnąca popularność prezydenta? Zdaniem prof. Chwedoruka, przyczynia się do niej realizacja przez PiS obietnic wyborczych, a zwłaszcza obniżenie wieku emerytalnego. Projekt zmian w tym obszarze wyszedł właśnie z Pałacu.  

- To był taki game changer polskiej polityki. Pokazanie, że przeprowadzenie reformy jest możliwe wbrew większości elit opiniotwórczych i pokazanie, że władza jest w stanie zrealizować swoje zobowiązania, pomogło Dudzie - uważa politolog. 

Kilkanaście dni temu PiS rzutem na taśmę przed końcem kadencji Sejmu uchwaliło również prezydencki projekt ustawy o pomocy frankowiczom. Tutaj sprawa jest jednak dużo bardziej złożona, bo z pierwotnych założeń niewiele zostało. W parlamencie skreślono zupełnie kwestię przewalutowania kredytów. Prezydent nie zareagował. 

 

Flagowa inicjatywa utrącona

2018 r. upłynął pod hasłem obchodów 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Przy tej okazji Andrzej Duda wyszedł z dotychczas najgłośniejszą i największą własną inicjatywą - zaproponował przeprowadzenie referendum w sprawie zmiany konstytucji. Po kilku miesiącach konsultacji przedstawił propozycję 10 pytań, na które mieliby odpowiedzieć Polacy. 

Pomysł od początku budził opór w szeregach PiS, a prominentni politycy nie dawali nadziei na sukces. Ostatecznie referendum zostało utrącone w Senacie, a Kancelaria Prezydenta musiała zapewniać, że zwróci do budżetu pieniądze, które miały być przeznaczone na ten cel. 

- Prezydent został upokorzony przez własne zaplecze - mówi prof. Dudek. 

 

Druga kadencja na wyciągnięcie ręki

Andrzej Duda nie ogłosił jeszcze oficjalnie zamiaru ubiegania się o reelekcję, ale raczej na ten moment trudno sobie wyobrazić scenariusz, w którym sam rezygnuje po pięciu latach. Odnajduje się w swojej roli, swobodnie prezentuje się w oficjalnych sytuacjach i na spotkaniach z lokalnymi społecznościami, zalicza znacznie mniej gaf niż jego poprzednik. Chce zostać w Pałacu na kolejne pięć lat. 

Najbliższe miesiące najpewniej poświęci na przygotowywanie gruntu pod kampanijne starcie.  

- Jeśli prezydenta może spotkać jakaś niemiła niespodzianka, to będzie to jakiś kandydat opozycji, którego nie sposób sobie teraz wyobrazić. W efekcie nie jest łatwo przygotowywać dzisiaj strategię na wybory- uważa prof. Chwedoruk. 

- Będzie próbował osłabić to, co jest jego największym obciążeniem, czyli opinię, że jest notariuszem PiS-u, zupełnie bezwolną marionetką w rękach prezesa, co oczywiście nie jest prawdą do końca - przewiduje prof. Dudek. 

Przed przyszłorocznymi wyborami z prezydenckiego siodła mógłby Andrzeja Dudę wysadzić jedynie Jarosław Kaczyński, choć publicznie nie wysyła takich sygnałów. 

-Mamy wspaniałego prezydenta, który powinien być wybrany na kolejną kadencję. Najlepiej w pierwszej rundzie - mówił prezes PiS 3 sierpnia. 

"Ta relacja to jedna z największych tajemnic PiS-u"

Tą wypowiedzią Kaczyński przeciął pojawiające się do jakiegoś czasu spekulacje, że partia może postawić na innego kandydata. 

- Relacje między Andrzejem Dudą i Jarosławem Kaczyńskim to jedna z największych tajemnic PiS. Oczywiście nie wiem, jak to wygląda w praktyce, ale pogłoski mówią o tym, że mamy tam stan lodowaty. Jeżeli to jest prawda, to jest to problem dla obu stron - zauważa prof. Dudek. 

- Andrzej Duda potrzebuje PiS-u, bo nie zbudował sobie żadnego samodzielnego zaplecza politycznego. Nie jest tak, że gdyby dzisiaj Kaczyński cofnął rekomendację, to Duda zrobi rozłam i jedna trzecia za nim pójdzie za nim. Ale jeżeli PiS z trudem wywalczy samodzielną większość albo jeśli nie będzie jej miał, to Duda jest absolutnie kluczowy. Jak się nie ma trzech piątych w Sejmie to bez porozumienia z prezydentem przeprowadzenie zmian ustawowych jest praktycznie niemożliwe - wyjaśnia. 

Obie strony są na siebie właściwie skazane.   

Autor: 
Aleksandra Gieracka
Źródło: 

Interia

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
4 + 6 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.