Siedziba w Holandii, miliony z USA

Siedziba firmy w Amsterdamie jest szczególnie poszukiwana przez firmy rozwijające się, które chcą pozyskać inwestorów na amerykańskiej giełdzie Nasdaq.

Amsterdam zdobywa punkty w konkurencji między europejskimi giełdami dzięki łagodnym regulacjom, co nie zawsze jest korzystne dla akcjonariuszy.

Londyński sektor finansowy cierpi z powodu Brexitu, a Holendrzy wykorzystują swoją szansę przyciągając do siebie firmy. Siedziba w Amsterdamie jest szczególnie poszukiwana przez firmy rozwijające się, które chcą pozyskać inwestorów na amerykańskiej giełdzie Nasdaq. Ostatnim głośnym przypadkiem był producent szczepionek Curevac, finansowany przez założyciela SAP Dietmara Hoppa i  niemiecki rząd. Firmy takie jak Curevac pozostawiają swoją działalność w Niemczech, formalnie przenoszą swoją siedzibę do Holandii, a następnie wchodzą na giełdę w USA.

Tą samą drogą poszły niemieckie akcje biotechnologiczne Qiagen, Affimed Therapeutics, a w ubiegłym roku Centogene. Portal turystyczny Trivago z siedzibą w Düsseldorfie również miał swoją oficjalną siedzibę w Holandii, a następnie szukał inwestorów w USA.

Dlaczego firmy wybierają Nasdaq nie budzi wątpliwości. W USA jest więcej kapitału venture, a inwestorzy płacą więcej zwłaszcza za biotechnologie. Ale dlaczego siedziba firmy znajduje się w Holandii? „Firmy z siedzibą w Niemczech podlegają bardziej restrykcyjnym przepisom korporacyjnym", mówi prawnik specjalizujący się w rynkach kapitałowych Henning Bloss, partner w firmie prawniczej Covington&Burling z Frankfurtu.

Szybkie sprowadzenie dużego inwestora i sprzedanie mu nowych akcji po preferencyjnej cenie 100 milionów - to jest możliwe według prawa holenderskiego, ale nie według prawa niemieckiego. „W przypadku podwyższenia kapitału, jeżeli inwestorzy zewnętrzni mają otrzymać nowe akcje na preferencyjnych warunkach, można emitować nowe akcje tylko w wąskim zakresie" - mówi Bloss.

Jeżeli dotychczasowi akcjonariusze zostaną wykluczeni, spółki mogą podnieść kapitał maksymalnie o dziesięć procent i tylko po cenie zbliżonej do ceny giełdowej. „Biotechnologie to bardzo kapitałochłonne firmy, które zawsze potrzebują nowych rund finansowania" - mówi Bloss. „Ale dyskonto poniżej dziesięciu procent w stosunku do ceny giełdowej jest często zbyt małe, aby przyciągnąć nowych inwestorów. Zwłaszcza amerykańscy inwestorzy oczekują tam większego upustu." Ograniczenia te, jak twierdzi, są głównym powodem, dla którego firmy decydują się na lokalizację w Holandii.

„Holendrzy są tu bardziej elastyczni, bardzo przedsiębiorczy i dobrze radzą sobie z uatrakcyjnieniem swoich centrów finansowych", mówi Bloss: „Dla Niemiec jako centrum finansowego to strata, że niektóre firmy odchodzą, ale dla obecnych akcjonariuszy, których nie można dowolnie rozwadniać, ochrona ma sens". W ten sposób drobni akcjonariusze również pozostają w grze po podwyższeniu kapitału, nawet jeśli nowe akcje są oferowane po bardzo korzystnych cenach. W ten sposób zachowują słuszny udział w przyszłych zyskach.

Autor: 
Hauke Reimer / Tłumaczenie: Paulina Leopold

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
1 + 0 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.