Wykształciuchu, po co studiujesz?

Gorący czas rekrutacji na studia trwa. Szczęśliwcy na Facebooku chwalą się dostaniem na wymarzoną uczelnię, wrzucając zdjęcia list rekrutacyjnych. Inni usiłują zadowolić się gorszą perspektywą. Pechowcy próbują zaciekle swoich możliwości w kolejnych naborach. Dostać się na studia to jedno, a co dalej? Studencie – czy pomyślałeś, po co składasz papiery?

Statystyki na początek
W internecie jest dostępny raport „Szkolnictwo wyższe w Polsce z 2013 roku”, sygnowany przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Największa liczba studentów w Polsce została odnotowana w roku akademickim 2005/2006 (blisko 2 mln). W roku 2012/13 było ich już trochę mniej – prawie 1,7 miliona osób. Jednak wśród nich coraz większy odsetek to studenci stacjonarni (51% w roku 2011/2012). Istotną rolę odgrywa aktualnie panujący niż demograficzny. Liczba studentów maleje, ponieważ coraz mniej jest w kraju ludzi w wieku 18-25 lat. Jednak procentowy udział studiujących w polskim społeczeństwie się zwiększa.

Największą popularnością cieszą się uczelnie ekonomiczne i techniczne, jak również uniwersytety. Te typy szkół wyższych odnotowały najwyższy odsetek studentów przyjętych w I turze rekrutacji. Dużą popularnością cieszą się następujące kierunki: prawo, dziennikarstwo i komunikacja społeczna, górnictwo i geologia, gospodarka przestrzenna, finanse i rachunkowość, automatyka i robotyka. Z raportu można wnioskować, że mamy w kraju młodzież ambitną, z konkretnie sprecyzowanymi celami i aspiracjami. Rzeczywistość wygląda jednak inaczej.

Dlaczego chcę studiować?
Czy młody człowiek po skończeniu szkoły średniej wie, co chce robić w życiu? Niewiele osób w tym wieku ma konkretne plany zawodowe. Współczesny model szkolnictwa ani nie skłania do refleksji nad sobą i życiem, ani nie zostawia na nią szczególnie wiele czasu. Przecież trzeba być najlepszym, mieć świadectwo z paskiem, a do kompletu jak najwięcej certyfikatów i zajęć dodatkowych!

Bardzo często to rodzice namawiają młodego człowieka, aby przystąpił do szlachetnego grona studentów. Szczególnie klasa średnia, nierzadko z wyższym wykształceniem, mieszkająca w dużych miastach. Wielu rodziców wciąż wyobraża sobie studia takimi, jakie były za ich młodości. Dla nich dyplom magistra jest gwarancją znalezienia dobrze płatnej pracy i zapewnienia prestiżu społecznego. Otóż nie! Pod względem poziomu wykształcenia i stawianych wymagań dawny magister to dzisiejszy doktor. A na samym tytule ciepłej posadki też już się nie zaklepie.

Naciski mamusi i tatusia na 18-, 19-, 20-latku? Trochę śmieszne, a jednak prawdziwe. Pozostali młodzi studenci bardzo często nie mają pomysłu na siebie i chcą przedłużyć beztroskie dzieciństwo. Całe dni spędzane w pracy, zarabianie na utrzymanie, odpowiedzialne i dorosłe życie – nie czują się na to przygotowani. W ten sposób nakręcają machinę iluzji, której ulegają studenci.

Aaa, to pójdę na prawo... i co dalej?
Niestety, studenci nie zawsze wybierają kierunki z głową. Jedni nie wiedzą, co wybrać i z przypadku idą na dziennikarstwo. Inni wybierają te „przyszłościowe” kierunki (np. prawo) w nadziei na to, że dostaną po nich pracę. Jak potem oceniają swoje studia?

– „Planowałem studia już właściwie na początku gimnazjum” – mówi Sebastian, student prawa ze Szczecina. – „Interesowałem się prawem i różnymi zagadnieniami społecznymi, i dlatego uznałem, że to będzie najlepszy wybór. Siłą rzeczy patrzyłem też na ewentualne możliwości zatrudnienia po studiach. A dlaczego w ogóle studiuję? Dlatego, że po liceum nie miałbym żadnego zawodu, żadnych kwalifikacji zawodowych. A technikum czy szkoła zawodowa raczej nie wchodziły w grę. Nie było takiej, która by mnie jakoś szczególnie interesowała, a nie chciałbym robić czegoś, czego nie lubię. Ze swoich studiów jestem zadowolony; czuję, że to jest ten kierunek, który chciałem studiować.”

Sebastian to jeden z nielicznych ludzi, którzy wiedzą, po co studiują. Większość studentów idzie do szkoły wyższej, bo tak teraz trzeba. Studiują bezrefleksyjnie, a robią cokolwiek tylko w trakcie sesji. Efekt? Na rynku pracy mamy mnóstwo magistrów z dyplomem w kieszeni. I tylko z nim. Jeśli nie masz dodatkowych umiejętności i nie wyróżniasz się z tłumu, czeka Cię nudna praca za minimalną krajową.

Studencie, pomyśl!
Powszechny dostęp do wyższego wykształcenia w Polsce jest absurdem. Na uczelnie powinno się wprowadzić kryteria selekcji. Rozmowy kwalifikacyjne i egzaminy, jako że procenty z matury nie są wyznacznikiem żadnych umiejętności. Tego jednak nie można się spodziewać – nauczyciele akademiccy muszą przecież mieć studentów i pracę.

Studencie, zastanów się przed złożeniem dokumentów! Wykształcenie wyższe nie jest obowiązkiem, który nakłada na Ciebie prawo państwowe. Czy chcesz zmarnować kilka lat na studiach, które Cię nie interesują i nic Ci nie dają? Czy nie lepiej wybrać inny kierunek? Albo pójść do pracy i budować karierę zawodową?

Joanna Dobrowolska

Fot.wsp.pl

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
6 + 2 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.