Jak Zbigniew Ziobro wyjaśniał aferę reprywatyzacyjną w Krakowie

Zbigniew Ziobro półtora roku temu w blasku kamer przekonywał, że w Krakowie mamy do czynienia z wielką aferą związaną z przejmowaniem nieruchomości. Śledztwo w tej sprawie toczy się niemrawo, a sprawy nie ułatwia sam Ziobro. Krakowscy urzędnicy wysłali do niego pismo z prośbą, by jako Prokurator Generalny wniósł nadzwyczajną skargę kasacyjną w jednej ze spraw, ale od kilku miesięcy Ziobro tego nie zrobił. Chodzi o kamienicę osoby powiązanej z krakowskimi strukturami PiS.

  • Skala budzących wątpliwości przejęć nieruchomości w Krakowie może być większa niż w Warszawie. W Krakowie o losie kamienic decydują sądy, a nie miejscy urzędnicy.
  • W mieście funkcjonuje kilka grup, które - według nieoficjalnych informacji - podzieliły nieformalnie miasto na swoje strefy wpływów
  • Minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro mówił w listopadzie 2017 roku, że należy wyjaśnić wielką aferę związaną z przejmowaniem nieruchomości
  • W Krakowie trwa spór dot. prawa do 500 nieruchomości. O ich pozostanie w zasobach Skarbu Państwa walczy 21 pracowników urzędu miasta. Przeciwko sobie mają wpływowych biznesmenów i mecenasów
  • Pomóc mogłaby zmiana prawa, ale posłowie, senatorowie, ministerstwo sprawiedliwości i ministerstwo finansów "udają", że problemu nie ma

Szczyt reprywatyzacyjnego zamieszania przypadł na 2017 rok. W Warszawie powstała Komisja Weryfikacyjna, a w mediach politycy coraz częściej zaczęli mówić o tym, że problem dotyczy nie tylko stolicy.

- W Krakowie, podobnie jak w Warszawie, mamy do czynienia z wielką aferą wyłudzeń nieruchomości. Całość tej wielkiej przestępczej działalności może rosnąć, bowiem składane zawiadomienia nie kończyły się rzetelnymi śledztwami i stawianiem winnych przed sądem, które w konsekwencji dałyby podstawy do odzyskania nieruchomości przez Skarb Państwa czy właścicieli prywatnych - ogłosił 4 października 2017 roku na specjalnie zwołanej konferencji prasowej Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości i Prokurator Generalny.

 

Klęska wymiaru sprawiedliwości?

Od tamtej konferencji prasowej minęło półtora roku. W tym czasie powstał specjalny zespół prokuratorsko-policyjny, w sprawę zaangażowano prokuratorów z siedmiu prokuratur z Krakowa, Tarnowa, Nowego Sącza i Kielc. Do pomocy skierowano również policjantów z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie, a łącznie pod lupę wzięto ponad setkę spraw. Efekt? Blisko 70 z nich zostało umorzonych.

Dlaczego tak się stało? - Nie zdołano zabezpieczyć materiału dowodowego pozwalającego na podjęcie decyzji innej, niż umorzenie postępowania - mówi prokurator Elżbieta Potoczek-Bara, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Krakowie. A co z pozostałymi sprawami wskazanymi przez ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego? - W zakresie jedenastu nieruchomości śledztwa nadal są prowadzone - stwierdza. I dodaje, że w jednej ze spraw postępowanie zostało zawieszone z uwagi na brak pomocy prawnej z Kanady.

 

Nikomu do tej pory zarzutów nie postawili także prokuratorzy z Nowego Sącza. Trafiły do nich akta związane z 51 krakowskimi nieruchomościami. - Aktualnie zostało zakończonych 46 postępowań. Dwa zakończyły się odmową wszczęcia postępowania, a pozostałe umorzeniem - mówi Leszek Karp, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Nowym Sączu.

Z kolei do tarnowskiej prokuratury trafiły 32 sprawy. Połowa z nich została już umorzona.

 

Śledztwo prowadzone w chaosie

Prokuratorzy prowadzący śledztwa w swoich działaniach skupili się przede wszystkim na Biurze Przejmowania Mienia i Rewindykacji Urzędu Miasta Krakowa. W krótkim czasie na urzędnicze biurka trafiło ok. 650 pism z różnych prokuratur z prośbą o udostępnienie dokumentów dotyczących różnych kamienic. Dochodziło do takich absurdów, że w jednym czasie trzy prokuratury prosiły o dokumenty dotyczące tej samej kamienicy.

O śledztwie porozmawialiśmy z policjantami z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie, którym prokuratorzy zlecali wykonywanie czynności śledczych. Mundurowi zastrzegli, że chcą pozostać anonimowi.

- To całe "śledztwo" to jest jeden wielki chaos, który sparaliżował naszą pracę. Dochodziło do takich absurdów, że cały dzień spędzaliśmy przy ksero, robiąc kserokopie dokumentów sprzed 50 lat. Często polecenia prokuratorów trafiały do policjantów, którzy na co dzień nie zajmują się sprawami gospodarczymi. Dochodziło do takich absurdów, że przesłuchania świadków prowadziły osoby, które kompletnie nie były zapoznane ze sprawą. Nikt tego nie koordynował - opisuje jeden z policjantów.

Dochodziło do takich sytuacji, że policjanci zaczynali przesłuchania od pytań w stylu: "co pan wie o kamienicy X?".

Kolejny przykład. Na zlecenie prokuratury śledczy sprawdzali, czy w 1892 roku jedna z krakowskich kamienic przeszła na rzecz Skarbu Państwa zgodnie z prawem.

- Na początku prokuratorzy sami kserowali akta, przyjeżdżali do Krakowa. Potem im się już nie chciało i nam kazali to robić. To nic, w pewnym momencie część prokuratorów uznała, że kserowanie dokumentów jest bezsensowne, bo i tak nie za wiele z nich rozumieją. Dlatego prosili urzędników, żeby robili im "opracowania" tego, co jest w aktach - mówi jeden z policjantów. - Wcale mnie nie dziwi, że przy takim chaosie, żeby nie powiedzieć mocniej, nic się nie udało ustalić - dodaje policyjny śledczy.

 

Urzędnicy walczą o kamienicę

Pod Wawelem o losach wartego setki milionów złotych powojennego majątku nie decydują jednak miejscy urzędnicy, a sądy. Walka o nieruchomości trwa od lat, a część decyzji budzi wiele kontrowersji. Inaczej niż w Warszawie, w przypadku Krakowa chodzi o kamienice, których właścicielem nie był Skarb Państwa, lecz osoby żyjące w mieście przed wojną. Skala procederu jest ogromna. W latach 2005-2017 organy ścigania zostały powiadomione o 382 sprawach, w których mogło dojść do oszustwa. Z naszych informacji wynika, że jedynie w kilkunastu przypadkach śledczy podjęli kroki prawne.

Tymczasem w wyniku działania urzędu w latach 2000-2017 gmina przejęła 346 nieruchomości, choć mogło ich być zdecydowanie więcej. Jak się dowiedzieliśmy, prokuratorzy przez swoją opieszałość spowodowali, iż wiele kontrowersyjnych spraw się przedawniło. Co więcej, w kilku przypadkach nie wzięli pod uwagę ewidentnych dowodów świadczących o oszustwie.

To nie wszystko. W wielu sprawach przewijają się te same nazwiska - mecenasów oraz biznesmenów, także pochodzenia żydowskiego. W Krakowie funkcjonuje kilka grup, które - według nieoficjalnych informacji - podzieliły miasto na swoje strefy wpływów. Są firmy i kancelarie prawne zatrudniające osoby, które każdego dnia śledzą sądowe informacje dotyczące postępowań spadkowych.

Kiedy na rynku pojawia się informacja o kamienicy, która ma niejasny status prawny, jedna z grup wchodzi do gry.

 

Ziobro nie chce pomóc w walce o kamienicę

Z zainteresowania prokuratorów tematem krakowskich nieruchomości postanowili skorzystać urzędnicy z Biura Przejmowania Mienia i Rewindykacji Urzędu Miasta Krakowa.

W mieście trwa spór o prawo do 500 nieruchomości. O ich pozostanie w zasobach Skarbu Państwa walczy 21 pracowników krakowskiego magistratu, którzy zwrócili się do prokuratorów, by włączyli się do kilku już trwających postępowań sądowych.

To nie wszystko. Urzędnicy poprosili także Zbigniewa Ziobrę, aby ten jako Prokurator Generalny wniósł nadzwyczajną skargę kasacyjną w związku z przejęciem jednej z kamienic. Ziobro od kilku miesięcy nie znalazł jednak czasu, aby to zrobić.

Co ciekawe, o wątpliwościach dot. przejęcia tej konkretnej kamienicy Ziobro był informowany już w 2005 roku, kiedy pełnił funkcję ministra sprawiedliwości. W 2007 roku w tej sprawie powiadomione zostało CBA.

Od tamtej pory służby oraz państwo nie zrobiły nic. Dlaczego? Jak przekonują nasi informatorzy z Komendy Wojewódzkiej Policji, chodzi o to, że osoba, która przejęła kamienicę, jest blisko związana z wpływowymi politykami PiS w Małopolsce.

 

Nikt nie chce zmienić prawa

Problem związany z przejmowaniem kamienic mogłaby rozwiązać zmiana przepisów. Jednym z przykładów jest artykuł 156 Kodeksu Postępowania Administracyjnego - pozwala on organowi administracji publicznej na stwierdzenie nieważności decyzji. W praktyce oznacza, że decyzje wywłaszczeniowe można unieważnić po 50 czy 60 latach, co daje możliwość rozpoczęcia procedury przejęcia kamienicy.

Zmiana przepisów miałaby polegać na określeniu czasu, do kiedy będzie można wnioskować o unieważnienie decyzji. Wprowadzenie ograniczenia czasowego mogłoby spowodować, że w samym tylko Krakowie sytuacja prawna stu kamienic rozwiązałaby się z dnia na dzień i pozostałyby one w zasobach Skarbu Państwa.

Urzędnicy chcieliby także mieć możliwość wpisywania do ksiąg wieczystych ostrzeżenia, że toczy się postępowanie administracyjne odnośnie danej nieruchomości. Szkopuł w tym, że ministerstwo finansów nie chce wprowadzić odpowiednich przepisów. Pracownicy ministerstwa twierdzą, że urzędnicy krakowskiego magistratu powinni się powoływać w takich sprawach na zapisy z 1968 roku. Z tą opinią nie zgadzają się jednak sądy, które uznają, że na ich podstawie nie można wpisać do ksiąg wieczystych ostrzeżenia.

Problem miała rozwiązać także ustawa reprywatyzacyjna. Jednak na razie prace nad nią zostały wstrzymane.

Średnio ustaleniem tego, kto jest właścicielem kamienicy trwa 10-15 lat, choć zdarzają się i takie spory, które toczą się od... 40 lat.

Autor: 
Dawid Serafin
Źródło: 

Onet

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.