Opinia prawna Krystyny Pawłowicz pomogła skazać Mariusza Kamińskiego

Opinia prawna Krystyny Pawłowicz przyczyniła się do skazania byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego na więzienie — wynika z akt sądowych, które przeanalizował Onet. Chodzi o głośną sprawę przekroczenia uprawnień podczas operacji CBA przeciwko Andrzejowi Lepperowi, za co Kamiński usłyszał wyrok 3 lat więzienia.

  • Przed wejściem do polityki, Pawłowicz była ekspertem prawnym. W 2007 r. napisała opinię prawną, która potem została wykorzystana w procesie dotyczącym afery gruntowej
  • Wedle opinii prawnej autorstwa Pawłowicz, CBA nie miało prawa samodzielnie wytwarzać fałszywych dokumentów, służących do uwiarygodnienia tajnych operacji — a w aferze gruntowej ludzie Kamińskiego to właśnie robili
  • Ta sprawa była jednym z głównych wątków procesu przeciwko Kamińskiemu. W uzasadnieniu wyroku 3 lat więzienia, jaki sędzia Wojciech Łączewski wymierzył Kamińskiemu, znalazło się wyraźne powołanie na opinię Pawłowicz
  • Kamińskiego od odsiadki uratował prezydent, który tuż po wygranych przez PiS wyborach w 2015 r. w nadzwyczajnym trybie go ułaskawił
  • Dziś Kamiński i Pawłowicz są posłami PiS

To był największy skandal pierwszych rządów PiS — latem 2007 r. CBA zatrzymało dwóch biznesmenów kojarzonych z Samoobroną, którzy mieli za kilkumilionową łapówkę oferować odrolnienie ziemi na Mazurach. Wcześniej CBA wprowadziło w ich otoczenie funkcjonariusza pod przykryciem — był to słynny agent Tomek, który grał biznesmena zainteresowanego odrolnieniem za łapówkę.

Sprawa była polityczną bombą, bo odrolnienie miało być załatwiane u szefa Samoobrony Andrzeja Leppera, wicepremiera w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. W efekcie afera gruntowa doprowadziła do rozpadu koalicji PiS-Samoobrona-LPR, przyspieszonych wyborów i utraty władzy przez PiS na długie osiem lat.

Po upadku rządu Kaczyńskiego, ówczesnym szefem CBA Mariuszem Kamińskim, jego zastępcą Maciejem Wąsikiem oraz dwoma dyrektorami z CBA zajęła się prokuratura.

W 2009 r. postawiła im zarzuty przekroczenia uprawnień podczas tej operacji. Ówczesny premier Donald Tusk wykorzystał to do pozbycia się Kamińskiego z CBA.

 

CBA producentem fałszywek

Zasadnicze zarzuty wobec Kamińskiego i jego ludzi były dwa. Po pierwsze — CBA nie miało wiarygodnych informacji o przestępstwie przed rozpoczęciem operacji specjalnej. Prawo wymaga takiego dowodu, po to by agenci sami nie prowokowali korupcji poprzez oferowanie wysokich łapówek. A po wtóre — CBA fałszowało w tej sprawie dokumenty i puszczało je w obieg, choć nie miało do tego podstawy prawnej.

I właśnie w tym drugim wątku pojawia się dzisiejsza posłanka PiS Krystyna Pawłowicz, profesor prawa.

W marcu 2007 r. Pawłowicz jest jeszcze formalnie poza polityką, ale jako profesor prawa powoli zbliża się do PiS. Jeszcze przed wybuchem afery gruntowej Zbigniew Wassermann — ówczesny koordynator służb specjalnych w rządzie Kaczyńskiego — zwraca się do Pawłowicz z prośbą o napisanie analizy prawnej dotyczącej wytwarzania dokumentów przez służby specjalne. Chodzi o tzw. dokumenty legalizacyjne, które są wykorzystywane przez służby podczas tajnych operacji. Najczęściej są to fałszywe dowody osobiste, legitymacje czy prawa jazdy, które mają pomóc w ukryciu tożsamości funkcjonariuszy. 

 

Kamiński nie posłuchał "propozycji"

W przypadku afery gruntowej CBA sfałszowało dokumenty samorządowe dotyczące ziemi w Muntowie pod Mrągowem. Te fałszywki były wykorzystywane do tego, by zarzucić przynętę na Andrzeja Leppera i jego ludzi.

Skoro służby specjalne mogą fałszować dokumenty, to czego dotyczył zarzut wobec Kamińskiego? Choćby tego, że w momencie gdy jego podwładni drukowali sobie fałszywki, nie było jeszcze zarządzenia premiera, w sprawie "szczegółowego trybu wydawania i przechowywania oraz posługiwania się" fałszywymi dokumentami przez CBA. Nieoficjalnie wiadomo, że Jarosław Kaczyński wydał je dopiero po wybuchu afery gruntowej, choć wcześniej miał na to ponad rok.

W swej opinii wydanej jeszcze przed ujawnieniem afery gruntowej Pawłowicz napisała jasno: "Ustawa o CBA nie przewiduje dla Biura kompetencji do »sporządzania« dla siebie dokumentów legalizacyjnych. (…) Dokumenty legalizacyjne na jego [CBA] potrzeby, zgodnie z ustawą o ABW i Agencji Wywiadu, »sporządza« ABW i wydaje je Biuru, na jego wniosek". Jej zdaniem premier ma jedynie określić tylko wewnętrzną procedurę obrotu tymi dokumentami w CBA.

Kamiński próbował dowodzić, że to policja powinna mu drukować lewe dokumenty. I przegrał. Nie tylko zaatakowała go Pawłowicz, ale odmówił mu ówczesny komendant główny policji (kopia jego pisma jest w aktach). W efekcie Wassermann w połowie stycznia 2007 r. poprosił Kamińskiego, by do czasu wyjaśnienia wątpliwości prawnych, drukował dokumenty w ABW.

Kamiński nie posłuchał tej — jak to określił Wassermann — "propozycji". Z akt wynika, że operacja specjalna w sprawie afery gruntowej już od miesiąca szła pełną parą. A CBA stworzyło sobie dokumenty samo.

 

Pani profesor zeznaje

Pawłowicz zeznawała w prokuraturze w śledztwie przeciwko Kamińskiemu w czerwcu 2008 r., już po utracie władzy przez PiS. Zadeklarowała, że podtrzymuje swą analizę: "Podzielam poglądy, które wyraziłam w treści opinii i wyrażam gotowość sporządzenia dodatkowej, wyjaśniającej ekspertyzy odpowiadającej na szczegółowe pytania merytoryczne prokuratury". Była już wówczas członkinią Trybunału Stanu z ramienia PiS.

Ostatecznie fragment opinii Pawłowicz stał się dla sądu podstawą do uznania winy Kamińskiego i jego ludzi. Kamiński i Wąsik dostali po 3 lata więzienia, a ich dwaj dyrektorzy — po 2,5 roku.

W wyroku czytamy m.in.: "doktor habilitowana Krystyna Pawłowicz konkludowała, iż nie zgadza się ze stanowiskiem szefa CBA, a sam sposób pozyskiwania dokumentów legalizacyjnych jest jasny, to znaczy Centralne Biuro Antykorupcyjne winno składać do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego wniosek o wydanie dokumentów legalizacyjnych".

Za wyrok na Kamińskiego na sędziego Wojciecha Łączewskiego i dwójkę pozostałych sędziów ze składu orzekającego, poleciały gromy ze strony prawicy. Krystyna Pawłowicz przez ponad dekadę o swej opinii nie mówiła publicznie. 

 

Sędzia był złośliwy

Co mówi pani poseł dziś? — Rzeczywiście, sporządziłam taką opinię i byłam w tej sprawie przesłuchiwana — przyznaje w rozmowie z Onetem. Co do szczegółów opinii zasłania się niepamięcią. — Wydaje mi się, że główny wniosek był taki, że premier powinien wydać zarządzenie regulujące obrót dokumentami przez CBA — twierdzi.

Zauważamy: — Główny wniosek był taki, że zarządzenie zarządzeniem, ale ustaw zmienić się nie da. A według ustaw, pani zdaniem, CBA nie mogło produkować sobie dokumentów.

— Nie pamiętam tego, minęło przecież 12 lat. Musiałabym przeczytać całą tę opinię i sprawdzić, jaki był kontekst tych słów.

— Czyli nie powie pani dziś jasno: "podtrzymuję swoją wykładnię z tamtego czasu"?

— Sytuacja prawna przez te lata mogła ulec zmianie. Ale podtrzymuję to, co napisałam, jeśli chodzi o tamtem czas i obowiązujące wówczas przepisy.

— Fragment pani opinii znalazł się w uzasadnieniu wyroku na Kamińskiego.

— Wiem. Ale to była złośliwa zagrywka sędziego Łączewskiego. Bardzo nas nie lubi politycznie, dlatego to zrobił. Cały ten proces był upolityczniony. A wyrok na Kamińskiego był wyjątkowo skandaliczny.

— A nie ma pani wyrzutów sumienia, że swą opinią przyczyniła się do tego wyroku?

— Nie. Moja opinia nie była przecież aktem oskarżenia wobec Kamińskiego.

Autor: 
Andrzej Stankiewicz
Źródło: 

Onet

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.