Wiedzą o milionowym oszustwie, ale nie potrafią aresztować sprawców

Władze norweskie nie potrafią zapobiec ogromnemu oszustwu z krabami królewskimi. W zeszłym roku eksportowano kraby za 160 milionów koron, choć nikt nie wie skąd pochodziły. 

- To skrajnie bezrozumne – mówi Arne Pedersen, przewodniczący  Kystfiskarlag (Związek Rybaków Przybrzeżnych), ostro reagując na nowe dane. Uważa, że jeśli państwo traci kontrolę nad tak ogromnymi sumami to największymi przegranymi będą ci rybacy, którzy przestrzegają prawa. 

Fiskeribladet, pismo poświęcone wędkarstwu, oszacowało różnicę pomiędzy norweskimi połowami kraba królewskiego, a jego liczbą w eksporcie. Dane są niepokojące: w zeszłym roku eksportowano 810 ton więcej krabów niż złowiono. Szacuje się tę wartość na 160 mln koron. Część krabów została również importowana do Norwegii, ale liczba ta odpowiada ilości, jaką spożywa się w kraju.

Znany od lat

- Ten rodzaj odchylenia jest znany Ministerstwu Rybołówstwa od lat - mówi Thord Monsen, szef sekcji - Nie tylko dotyczy to krabów, ale też dorsza. Monsen podkreśla, że dane są raczej niepewne, ponieważ połowy przechodzą przez wiele etapów od momentu przybycia na brzeg do momentu eksportu. Dlatego nie chce ani potwierdzać, ani negować danych od Fiskeribladet. 

Niemniej Ministerstwo uważa, że liczby wskazują na to, że podejmowane są nielegalne działania. - Ale jak duży zasięg mają te działania, nie jesteśmy w stanie stwierdzić. Jeśli będziemy kontrolować liczbę połowów na podstawie danych z eksportu, rezultaty będą tak niepewnie, że nie pozwolą nam udać się z nimi do sądu – mówi Monsen. Mówi, że Ministerstwo potrzebuje nowej technologii, by móc lepiej kontrolować wszystkie etapy – od połowu do eksportu.

Szaleństwo 

Odchylenie pomiędzy ilością legalnie złowionych krabów a tą eksportowaną zmienia się z roku na rok. Według szacunków Fiskeribladet przeciętnie w ciągu czterech ostatnich lat było to 365 ton. Dotyczy to ilości krabów za około 70 mln koron rocznie. 

Arne Pedersen z Kystfiskarlag uważa, że trudno pojąć, w jaki sposób tak ogromny transport krabów może odbywać się bez prób rozwiązania tego problemu ze strony administracji.  

Uważa, że Ministerstwo Rybołówstwa odżegnuje się od odpowiedzialności w tej sprawie. - Nie pomagają nam, mówiąc, ze nie mają odpowiednich narzędzi. To nie jest sprawa, za którą my rybacy powinniśmy cierpieć. To duża porażka dla tych, którzy łowią w zwyczajny sposób. Pedersen wskazuje na to, że każdy rybak, który łowi kraby, otrzymałby dodatkowe 100.000 koron dochodu, gdyby takie połowy odbywały się legalnie.
Kystfiskarlag kilkukrotnie proponował, by władze wzięły odpowiedzialność za prawidłowe ważenie na wybrzeżu, jak ma to miejsce na Islandii, ale propozycja za każdym razem była odrzucana. - Administracja przegrała walkę przeciwko przestępczości w rybołówstwie. To okropne. Według opinii publicznej to kupujący ryby i rybacy nie kierują się moralnością. Gdy w rzeczywistości to władze poddały tę walkę.

Sztuczna inteligencja

Thord Monsen odrzuca zarzuty Pedersena jakoby zaprzestali walki przeciwko przestępczości w rybołówstwie i mówi, ze odpowiedzialność za ważenie i rejestrację połowów spoczywa na ludziach z branży. Monsen nie popiera publicznego ważenia połowów. Uważa, że wymagałoby to ogromnych zasobów w kraju z tak dużą liczbą punktów odbioru ryb. Zamiast tego Ministerstwo powinno zainwestować w nową technologię, która pozwoli na rejestrację ryb, gdy tylko zostaną złowione.

Sprawa już od dawna jest powodem śledztwa, a przygotowania trwały zanim nadeszła pandemia. 

- Będziemy współpracować z branżą i testować nowe rozwiązania. Jesteśmy w trakcie, ale nie jest to sprawa, którą można szybko rozwiązać – mówi Monsen

Autor: 
Autor: Knut-Sverre Horn. Tłum. Katarzyna Kapica
Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
7 + 10 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.