Pogarszająca się kondycja polskiej służby zdrowia

Kilka dni temu Polską wstrząsnął mrożący krew w żyłach reportaż TVN UWAGA. Dotyczył on sytuacji Wielospecjalistycznego Szpitala Miejskiego im. Józefa Strusia w Poznaniu, który jakiś czas temu został przekształcony na tak zwany szpital covidowy.

Reportaż obnażył zły stan polskiej służby zdrowia. Jako widzowie mogliśmy obejrzeć szokujące nagrania z „umieralni”, bo tak został ów szpital nazwany przez pacjentów, którzy w nim przebywali bądź przebywają. Okiem kamery zobaczyliśmy pozbawione personelu korytarze czy niemogących wstać o własnych siłach pacjentów. Z relacji osób, które w materiale zabrały głos dowiedzieliśmy się między innymi, że w nocy pacjenci pozbawieni są pomocy, ponieważ ich prośby o nią są ignorowane. Ponadto, według zeznań, chore na COVID-19 osoby umierają często w bardzo trudnych warunkach, osamotnieni i porzuceni. Podobne skargi i historie płyną z całego kraju.

Czy grozi nam katastrofa?

Z polską służbą zdrowia jest jak z naszą reprezentacją piłki nożnej – raczej od lat nie mamy o niej dobrego zdania. Jeśli zajrzymy na Facebooka, a konkretniej na stronę Ministerstwa Zdrowia, dowiemy się, że na dzień dzisiejszy w Polsce jest 37558 łóżek dla pacjentów zmagających się z COVID-19, z czego 22643 łóżka są zajęte. To oznacza, że jesteśmy bliżej niż dalej do tego, by „covidowe szpitale” stały się przepełnione, o ile już co niektóre z nich nie są. Ciekawą statystyką jest też ta dotycząca wolnych respiratorach, bo jak się okazuje wolnych pozostało jedynie 801 (stan na 20.11.2020) przy 2135 obecnie działających. Nie trudno więc przejść wobec tego obojętnie. Te liczby budzą grozę.

Pandemia czy plandemia?

W internecie i nie tylko pojawiło się wiele głosów, jakoby rząd celowo zawyżał liczby nowych zakażeń i zgonów, wpisując zgony wywołane działaniem wirusa SARS-CoV-2 i chorób współistniejących, co jest również ważne, do tych spowodowanych tylko i wyłącznie chorobą COVID-19. Wobec tego wzrosło niezadowolenie społeczne, a internauci chętnie dzielą się historiami, które spotkały ich samych, znajomych bądź rodzinę. Z ich relacji często możemy się dowiedzieć, że testy są rzekomo źle wykonywane lub żeby otrzymać pomoc, należy podpisać dokument świadczący o tym, że jest się zakażonym, co niekiedy bywa absurdalne. A co na to statystyka? Może to ona skłoni nas do refleksji? Bo jak wejdziemy na stronę stat.gov.pl i wyszukamy tygodniowe zgony, a potem porównamy je z danymi z poprzednich lat, szybko dostrzeżemy, że współczynnik zgonów ostatnio drastycznie wzrósł. Dla przykładu: w 46 tygodniu bieżącego roku (9-15 listopada) zmarło 14115 osób (dane mogą się nieco zmienić przy rocznym podsumowaniu), rok temu liczba ta wynosiła 7637, czyli prawie dwa razy mniej, z kolei w roku 2015 współczynnik na ten sam tydzień wyniósł 7348. Wróćmy jeszcze na chwilę do obecnego roku – nadejście drugiej fali pandemii koronawirusa realnie przełożyło się na liczby zgonów wśród Polaków (45 tydzień – 12137 zgonów, 44 tydzień – 10083). Dane w postaci tabeli możemy pobrać ze strony stat.gov.pl.

Co powinniśmy zrobić, gdy nasza służba zdrowia zawiedzie?

Przede wszystkim jako obywatele powinniśmy zachować spokój i kierować się zasadami zdrowego rozsądku. Pomyślmy więc, czy nie powinniśmy chronić siebie i naszych bliskich? Nawet jeżeli rząd kłamie, to nie powinniśmy bagatelizować realnego zagrożenia, bo statystyki, które są dostępne dla całego świata nie kłamią, liczba zgonów i pogrzebów też nie. Zachowajmy w tym wszystkim zdrowy rozsądek, pomyślmy o innych, a także miejmy nadzieję, że wkrótce powszechna stanie się szczepionka na koronawirusa.

Autor: 
Mateusz Rymiszewski

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
2 + 2 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.